poniedziałek, 25 maja 2015

10. "Your girlfriend?"

    -Tato-jęknęłam cicho.
-Jestem.-szepnął.-Musisz mnie teraz wysłuchać...
-Tak bardzo się tęskniłam!-przerwałam mu mocno go do siebie przytulając. Mężczyzna odepchnął mnie od siebie. Upadłam na podłogę. Zdziwiona nieustannie go obserwowałam.
-Słuchaj mnie teraz, Chanel!-warknął. Przez moje ciało przeszły ciarki. Chyba pierwszy raz tak się go bałam. Nigdy nie był taki oziębły. A może był, tylko tego nie zauważałam?-Masz go nienawidzić.
-Co?-pisnęłam.
-Masz go nienawidzić!-powtórzył.
-Ale tato... Ja tak nie potrafię.-spojrzałam na niego na co on tylko prychnął. Nie rozumiałam jego zachowania, on nigdy taki nie był. Nigdy nie kazał mi robić niczego na siłę.
-Potrafisz!-krzyknął rozwścieczony.-Rób jak ci każe. Masz być taka jak ja. Jesteś moją córką i masz zachowywać się tak jak ja chcę. Teraz chcę żebyś go nienawidziła.-wycedził.
Patrzyłam na niego zdezorientowana. On mówił poważnie.
-Ja tak nie mogę. Nie mogę, rozumiesz?!-wykrzyczałam w jego stronę. Ojciec wpatrywał się we mnie z rozwścieczeniem.-Proszę nie rób mi tego! Błagam!

Obudziłam się z przerażającym krzykiem. Nie mogłam unormować oddechu, a po mojej skórze spływał zimny pot. W drzwiach mojego pokoju pojawił się Harry. Szybko przybiegł do mnie i mocno przytulił.
-To był tylko sen, Chanel.-uspokoił mnie.-Jestem tu i nie pozwolę żeby coś ci się stało.
-On mi kazał...-nie mogłam wypowiedzieć normalnie zdania, wciąż się jąkałam.-Ja nie mogę. Nie po-potrafię.-wtuliłam się w jego koszulkę. Chłopak głaskał mnie po głowie, ale ja nadal nie mogłam się uspokoić. Wciąż drżałam i nie mogłam tego powstrzymać.
-Niczego nie musisz. To był tylko sen.-złapał moją twarz z dwóch stron i spojrzał mi głęboko w oczy.-Ze mną nie musisz się niczego bać.


Już od dłuższego czasu nie widzę Harrego. Ej! Jaki dłuższy czas? Nie ma go przy mnie zaledwie trzydzieści minut.
Mimo wszystko i tak postanowiłam go poszukać.
Nie musiałam się długo męczyć, gdyż już od samego wyjścia na dwór obserwowałam jego sylwetkę szwendającą się koło auta.
Usiadłam na rozłożonym kocu i obserwowałam co zamierza robić. Chyba było coś nie tak z oponą bo była jakoś dziwnie pozbawiona życia... no akurat w tym przypadku powietrza.
Słońce mocno grzało, ale to nie było aż tak uciążliwe, gdy miałam na swojej głowie słomiany kapelusz.
-Zamierzasz mnie stąd zabrać?-zaśmiałam się z doświadczenia wiedząc jaką uzyskam odpowiedź. Chłopak prychnął tylko. Od razu zauważyłam, że nie jest w humorze.
Kręcił się wciąż wokół jednego z kół samochodu. Kopnął w nie i prędko się odsunął jęcząc z bólu.
-Głupi złom.-warknął pod nosem. Wywróciłam oczami.
-To auto z tego roku, nie jest złomem.-wyjaśniłam choć szczerze mówiąc wcale nie znałam się na autach.-Powinieneś mieć taki podnośnik czy coś...-przypomniałam mu na co on tylko podrapał się po głowie i kiwnął potakująco głową. Chociaż w czymś mnie słucha. Może jednak nie jestem taka nieużyteczna? Czasem jestem całkiem... mądra. Tak, to słowo mnie dokładnie opisuje!
Chłopak poszedł gdzieś, a za niedługo wrócił z jakim dziwnym metalowym przedmiotem, które nazwałam podnośnikiem. 
-Nie interesuje cię co mi się śniło?-spytałam z przymrużonymi oczyma. Chłopak spojrzał na mnie ukradkiem.
-Nie.-odparł nijako i nie patrząc na mnie kontynuował swoją zabawę z samochodem.
Jak to może go to nie interesować? Na pewno chce wiedzieć tylko nie chce się mi przyznać. Znam go!
-Na prawdę? Nie chcesz wiedzieć?-ciągnęłam dalej.
-Nie musisz mi mówić. Przecież to normalne, miałaś koszmar i nie musisz mi go opowiadać.-odparł zmęczony.
-A jednak ci powiem.-posłałam mu zadziorny uśmieszek. Chłopak stanął nieruchomo twarzą do mnie. Zmarszczył czoło i popatrzył na mnie z koncentracją.-Albo lepiej nie.-rozmyśliłam się. Ciężko westchnął.
-Jak już zaczęłaś to skończ.-mruknął poirytowany.
-Jesteś tego pewny?-pisnęłam uradowana.
-Jak zniosę twoje chore sny to chyba wszystko inne też.-uśmiechnął się słabo w moją stronę.
-Odwiedził mnie mój tata...-zaczęłam. Brunet zrobił niewyraźną minę.-w śnie oczywiście. Poprosił mnie o coś...-myślałam, że zapyta mnie o co, ale ten nie odezwał się ani słowem. Stał i patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem.-Miałam cię znienawidzić. A potem obudziłam się z jękami, no i oczywiście pojawiłeś się ty.
Chłopak spojrzał na mnie badawczo po czym przyjaźnie się uśmiechnął. Ja również to zrobiłam.
-Nie chcesz mnie nienawidzić?-spytał pogodnie.
-Cholernie chcę, ale problem w tym, że już nie potrafię.-roześmiałam się.
-Trochę nawet ci współczuję.-powiedział roześmiany.
-Czego?
-Przebywasz z człowiekiem, który olśniewa swoją osobowością.-roześmiał się.-Nie możesz mnie nienawidzić, bo porostu się nie da.-wyjaśnił.
Skromnością to on nie grzeszył.
-No cóż, kłóciłabym się.-rzuciłam i odeszłam w stronę domu. Zauważyłam, że chłopak biegnie za mną, a potem staje żeby mnie zatrzymać.
-Uważasz, że nie jestem fajny?-spytał zadzierając brwi.
-Może.-mruknęłam z zadziornym uśmieszkiem na ustach i poszłam do domu. Gdy już tam byłam swoim bystrym okiem zauważyłam jaki bałagan tam panuje.
Chwyciłam za opartą na ścianie miotłę i zaczęłam zamiatać pokoje.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę sprzątać! To niewiarygodne! Nigdy nawet nie pomyślałam o tym aby dotknąć miotły czy garnka. W sumie to nie można się dziwić, kiedyś przypaliłam wodę na herbatę...
Nie wiedziałam, że tak wiele potrafię. Ileż mnie nauczyła ta pustynia. Uświadomiłam sobie, że potrafię całkiem dobrze gotować, grać na gitarze, słuchać ciszy czy sprzątać.
To cudowne uczucie wiedzieć, że nie jest się bezużytecznym. Zaczynam rozumieć dlaczego Harry mnie tu przywiózł.
Gdy już skończyłam zamiatać zabrałam się za naczynia i... tak, tą przeklętą patelnie, zupełnie nie do umycia. Pochlapałam się przy tym, a woda polała się na moją koszulkę.
No cóż nie wyglądałam tak seksownie jak Harry, kiedy to robił. W ogóle nie wyglądałam seksownie, bardziej jak przemoknięty kurczak.
Zostałam zaskoczona od tyłu. Dostałam przelotnego całusa w usta. Obróciłam się patrząc na mojego towarzysza ze zdziwieniem.
-Może zrobię to za ciebie?-spytał wskazując na naczynia.-Moja dziewczyna nie powinna się tak męczyć.
Czy ja dobrze słyszałam? Czy ja mam jakieś omamy słuchowe?
-Twoja dziewczyna?-wykrztusiłam.-Nie za wiele sobie pozwalasz?
-Może.-wzruszył ramionami.-Ale chcę pozwolić sobie na więcej.-przyciągnął mnie do siebie, a jego usta momentalnie znalazły się na moich. Jego ręce powędrowały na moją talię, zaś moje owinęły mu się na karku, a palce wplotły się w jego włosy. Nasze wargi poruszały się w tym samym rytmie, jakby słyszały tę samą melodię. Całował mnie coraz namiętniej, a ja nie wiedziałam co zrobić.
Nie widziałam co mam czuć, musiałam w końcu coś z tym zrobić. Znów byłam za słaba aby zareagować. Zbyt słaba żeby zrobić cokolwiek. Trudno jest postępować wbrew sobie.
-Przestań.-mruknęłam między jego szybkimi pocałunkami. Chłopak nagle oderwał się ode mnie. Odsunął się na kilka kroków. Oddychał bardzo ciężko, z resztą ja też.
-Dobrze.-powiedział obojętnie.-Już ci to mówiłem, ale powiem jeszcze raz... Nie będę robić niczego wbrew tobie.
Miał rację. Nie powinien robić niczego wbrew mnie.

Gdybyś nie przestała się z nim całować twoja duma by na tym ucierpiała, Chanel.

-Walić dumę!-przywarłam do niego ustami i zrobiłam to co on przedtem nie pytając go o zdanie. Uwiesiłam się na nim, a on oparł mnie o blat. Obsypał mnie masą namiętnych pocałunków i wciąż na mnie napierał. Ciężko mi było złapać oddech. Próbowałam go trochę zdominować, ale nie dawał za wygraną i to wciąż on robił z moim ustami to co chciał.
W końcu trochę się opanował. Oparłam swoje czoło o jego i dałam mu delikatnego całusa w nos.
Chłopak odsunął się ode mnie, a ja zeskoczyłam z blatu.
-Harry...-mruknęłam.
-Tak?-spojrzał na mnie z koncentracją.
-Jesteś dupkiem.
-Wiem.-odparł z szelmowskim uśmiechem.
Poczłapałam do mojego pokoju. Usiadłam na kancie łóżka i przetarłam dłonią twarz.
Kompletnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czułam takie dziwne coś, czego nie mogłam opisać. Ciężko westchnęłam.
Serce waliło mi jak oszalałe, a ja nie mogłam tego powstrzymać. Wciąż czułam jego rozgrzane wargi na moich. Ciepło w moim sercu było tak wielkie, że myślałam, że zaraz wywoła pożar.
Czy może mi ktoś do cholery wyjaśnić co to jest?!

To Syndrom Sztokholmski, skarbie.

Słyszałam o tym dawno temu. Córka najbliższego przyjaciela mojego taty to miała. No tak! Ona została uprowadzona jako szesnastoletnia dziewczyna. Przez pół roku była zdana na łaskę czy niełaskę porywacza. A ona bezczelnie zakochała się w nim! Długo się leczyła zanim się odkochała, ale osobiście myślę, że nadal go kocha... O ile tak to można nazwać! Matko, przecież ona pomagała mu uciekać przed policją! To chore!
Jeśli to... Jeśli ja...Czyli... moje objawy... mogą znaczyć tylko jedno...
Do jasnej cholery! WPADŁAM!
_______________________________
Przepraszam za to, że wczoraj nie pojawił się rozdział, po wyświetleniach zauważyłam, iż na niego czekaliście, ale niestety nie miałam wczoraj internetu. Jeszcze raz przepraszam za spóźnienie i ściskam was mocno. :*
P.Ś. Bójcie się następnego rozdziału... (w pozytywnym sensie oczywiście ;))
Tak więc do następnego :))))))))))))))

niedziela, 17 maja 2015

9. "Beasts"

***
   Otworzyłam oczy i jak za sprawą magicznej różdżki znalazłam się w tym jakże przedziwnym studiu. Na dworze świtało, a ja byłam w zaciemnionym miejscu zupełnie sama.
Wstałam z sofy na, której leżałam i po raz tysięczny zmierzyłam wielkie pomieszczenie. Znów popatrzyłam na przeróżne instrumenty porozstawiane tu i tam. Sięgnęłam po gitarę, która uzyskała miano mojej ulubionej.
Przypomniałam sobie wspomnienie sprzed kilku lat, gdy tata prosił mnie abym zaczęła uczęszczać na zajęcia z gitary, teraz żałuję bo nie umiem zagrać nawet najłatwiejszej melodii. Czuję się jak kołek przy Harrym. Nie ma niczego w czym jestem dobra, chyba że w graniu na nerwach. To idzie mi całkiem dobrze.
Szarpnęłam za struny gitary i natychmiast po usłyszeniu dźwięku zatkałam sobie uszy.
Zauważyłam bruneta wchodzącego do budynku.
Zawsze ze swoim promiennym uśmiechem na ustach. Czasem nie rozumiałam jak tak może...
Stukot jego stóp odbijał się echem po pomieszczeniu. Wymieniliśmy się spojrzeniami. Jego wzrok-opanowany-dłużej zatrzymał się na mojej osobie. Stanął obok mnie. Żeby go przewyższyć musiałbym chyba stanąć na palcach, a i tak nie wiem czy to by pomogło.
Znów to robił. Wciąż naruszał moją strefę intymną.
Czułam jego oddech na mojej szyi. W myślach błagałam aby się ode mnie odsunął, ale sama nie mogłam wykonać żadnego ruchu.
W rękach wciąż trzymałam gitarę. Ściskałam ją tak mocno że sama się dziwiłam, że jeszcze nic się z nią nie stało.
-Nauczę cię.-szepnął. Serce ścisnęło mnie mocniej. Stałam przed nim zdezorientowana nie wiedząc co miał na myśli. Spojrzałam na niego spod wpół przymkniętych powiek.
Popatrzył na gitarę.
To nie był dobry pomysł. Nie radziłabym mu...
-Chyba cię pogięło.-prychnęłam cicho.
Chłopak zaśmiał się głośno, a dźwięk warstwami roznosił się wokół mnie.
-Z czego się śmiejesz?-spytałam zaskoczona.
-Z ciebie.-odparł szczerząc się do mnie. Nie pojmowałam jego poczucia humoru...
Chłopak zabrał ode mnie instrument i usiadł na sofie. Brzęknął nim kilka razy i zaprosił mnie wskazując miejsce obok niego. Usiadłam tam prędko przypatrując się co będzie chciał zrobić.
Wziął do ręki kawałek plastiku.-To proste. Popatrz.-nie do końca rozumiałam na co mam patrzeć, gdyż mój tok rozumowania był dosyć skomplikowany. Zagrał jakąś melodię, niezbyt trudną, przynajmniej tak mi się wydawało.-Spróbuj.-rzekł. Chwycił moją dłoń w swoją i przejechał po strunach, które zadrżały pod wpływem dotyku.-Widzisz to nie takie trudne.-uśmiechnął się szczerze na co również odpowiedziałam uśmiechem.
Czemu on wciąż był taki dobry dla mnie? Prawdziwi porywacze znęcają się nad swoimi ofiarami. Dlaczego on jest inny? Dlaczego przestaję go nienawidzić? Nie wiem co się ze mną dzieję. Przecież tak nie powinnam.
Jego dłoń... była tak ciepła. Dotykał ją jak najdelikatniej abym tylko czuła jego bliskość. Znowu ona! Pieprzona bliskość! Zawsze musiała się pojawiać, gdy Harry był blisko.
-Teraz spróbuj sama.-niezdarnie chwyciłam gitarę w swoje ręce i naśladując to co robił przed chwilą chłopak próbowałam zagrać. Wydałam z gitary kilka dźwięków, ale marnie udawało mi się kopiować melodię graną przez Stylesa.
-Chyba nie jestem w tym za dobra.-jęknęłam.
-Za łatwo się poddajesz.-stwierdził. Miał trochę racji, zbyt łatwo odpuszczam. Moje życie przebiegałoby inaczej gdybym była wytrwała w tym co robię. Gdybym się nie poddawała już dawno byłabym w domu... Ale nie jestem, więc moje życie jest takie jakie jest...
Spróbowałam od nowa, tym razem bardziej skupiając się na gitarze. Zdziwiłam się gdy zaczęło mi wychodzić. Po raz pierwszy byłam z siebie dumna. Z uśmiechem kontynuowałam granie.
-Świetnie ci idzie.-pochwalił mnie.
-Dzięki tobie. Jesteś świetnym nauczycielem.
***
Z upływającego czasu mogłam stwierdzić, że jest już późne popołudnie, a ja wciąż siedziałam razem z Harrym i brzdąkałam. Czasem dokładał swój wokal, ale ja sama decydowałam się tego nie robić dla własnego bezpieczeństwa.
Nigdy nie sądziłam, że czas spędzony z przestępcą może być tak przyjemny. W sumie to z biegiem czasu nie był dla mnie przestępcą, bardziej chłopakiem, który pogubił się w życiu, a jego największym błędem było porwanie tutaj prawie obcej dziewczyny.
Moją grę przerwał zbyt długi czas, w którym brunet wpatrywał się we mnie. Jego wzrok pokrywał każdy element mojego ciała. Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam jego westchnienie.
-Jesteś taka piękna.-rzekł przerywając ciszę nad nami.
-Już gdzieś to kiedyś słyszałam.-zachichotałam.
-Tak podobna do matki...-szepnął.
-Widziałeś ją?
-Czy widziałem?-zaśmiał się.-Znałem ją tak dobrze jak ty, a może i lepiej.-jak to? Skąd?-Była taką ciepłą osobą. Codziennie przechadzała się po parku ze swoim promiennym uśmiechem na ustach. Zawsze, gdy byłem głodny dawała mi jeść, a gdy byłem smutny pocieszała. Kochała mnie jakbym był jej synem. Wdałaś się w nią. Jesteś tak samo cudowna jak ona. Może teko nie dostrzegasz, ale ja widzę to przy każdym twoim geście.
-Nie musisz mi tego mówić. Ona nie żyje, nie warto wracać do tego co było.-mruknęłam.

-Muszę, Chanel. To co jest za nami jest czasem istotniejsze od tego co przed nami.-wyjaśnił.
Nie chciałam tego dłużej słuchać. Miałam dość tego czego się wciąż dowiadywałam. Prawda mnie przerażała.
Uciekłam od niego i od tego miejsca na dwór, gdzie słońce chowało się już przede mną w popłochu. Zaciekawiona jak wygląda zachód słońca w Australii wbiłam wzrok w linię horyzontu. Po chwili dołączył do mnie Harry.
-Czemu uciekłaś?-spytał obserwując mnie.
-Ciii.-uciszyłam go.
-Dlaczego mnie uciszasz?
-Po prostu bądź cicho!-rozkazałam po czym loczkowaty umilkł. Cisza była cudowna, nawet nie wiedziałam jak jej potrzebowałam. Już nie tęskniłam za hałasami w domu. Nauczyłam się doceniać to co mam. Spokój to coś za co ludzie czasem mogliby zapłacić każdą cenę. Ja miałam to w pakiecie z tym przystojnym brunetem, który w milczeniu stał obok mnie.
-Piękne, prawda?-z zadumy wyrwał mnie jego głos. Wskazał na pomarańczowe słońce, które stawało się wręcz nie widoczne w połączeniu z tą czerwoną ziemią, która się tu znajdowała.-Twoja mama opowiadała mi kiedyś, że tam mieszkają krasnoludki.-zaśmiał się. Gdzieś głęboko w sobie również się uśmiechnęłam.-Widzisz te małe plamki tam?-pokazał gdzieś w dali przemieszczające się tycie kropeczki. Kiwnęłam potakująco głową.-To kangury.
-Kangury? Te wielkie bestie?!
-Bestie?-zaśmiał się.-To bardzo mądre zwierzęta.
-Oglądałam kiedyś taki film gdzie jeden kangur zabił człowieka...-wyjaśniłam cicho. Chłopak parsknął śmiechem.
-Nie powinnaś oglądać horrorów.-zachichotał.
Ej! Ja naprawdę bałam się tych zwierząt. Były takie wielkie i... wielkie! Ich ślepia w filmach, które oglądałam były takie duże i ciekawe. Same wyglądem mogłyby zabijać. Nigdy nie podejdę do tych zwierząt nawet jakbym miała tu zostać całe życie!
-Nawet nie wiesz, że w tych milusich ciałkach kryje się krwiożerczy potwór.-przyłożyłam mu do nosa mój długi palec, a brunet kichnął co wyglądało dosyć zabawnie.
-Chodź już do domu, bo zaraz pożrą cię te straszne, krwiożercze zwierzęta.-uśmiechnął się zawadiacko i pociągnął mnie za sobą do domu.
___________________________________________
Tak wiem, rozdział krótki i nudny, ale musicie zrozumieć, że czasem bywają gorsze i lepsze dni. :)))
Komentujcie i do zobaczenia w następnym rozdziale ;)

niedziela, 10 maja 2015

8. "With me"

    Chłodne powietrze połączone z piaskiem dmuchnęło mi w twarz. Przetarłam ją dłońmi i rozejrzałam się po okolicy. Byłam sama, obok mnie, na piasku, został jeszcze ciepły odcisk czyjejś pupy.
Zostawił mnie, jak większość mężczyzn to robi. Rozkochują w sobie kobiety, a potem je porzucają i szukają innych, równie naiwnych. Ale to na szczęście nie dotyczyło mnie. Nigdy się nie zakocham, nie jestem na tyle głupia aby to robić. Zakochują się tylko słabe i samotne dziewczyny. Ja do nich nie należę. I całe szczęście.
Wstałam i otrzepałam się z piasku, który pokolorował moje ubranie na czerwono. Pokierowałam się w stronę domu.
On wie, wie, że po wczorajszej nocy będę go szukać, ale tak nie jest. Ja po prostu chcę się zorientować gdzie znajduje się mój oprawca od, którego zależy reszta mojego życia. Bo zależy.
Rozejrzałam się po domu, ale nigdzie go nie było. Przez chwilę zastanawiałam się, gdzie może być, a na myśl przyszedł mi tylko budynek niedaleko stąd w którym podejrzewam, że był zawsze, gdy nie było go w domu.
Może tam znajdę coś co pomoże mi w ucieczce. Szczerze mówiąc to zastanawiałam się co taki chłopak jak on może tam robić. Wydawał mi się kompletnie bez ambicji, bez marzeń, bez uczuć. To człowiek, który był złodziejem cudzych żyć. Jaką mógł mieć pasję? Po co mu pasja? Przecież ma mnie i moją nienawiść do niego.
Stanęłam przed wielkimi drzwiami budynku. Nie pukając nacisnęłam na klamkę. Gdy weszłam nie widziałam kompletnie nic, moje oczy tyle czasu były na jasnym świetle, że teraz czułam się jak kret.
Nie wiedziałam co tam zobaczę, może czymś się zaskoczę. Może trzyma tam zwłoki tych wszystkich dziewczyn, które najpierw tu uprowadził, a potem zabił? Nie chcę tam dołączyć! Muszę się uspokoić, to są tylko moje chore urojenia. A może jednak nie?
Moje oczy przyzwyczaiły się już do światła panującego w pomieszczeniu, to co zobaczyłam zupełnie zbiło mnie z tropu.
Wnętrze było pomalowane na czarny kolor, z sufitu zwisało kilka jasno świecących lamp, nieopodal stała kanapa a na ścianach wokół niej błyszczało kilkadziesiąt nowych gitar. Wszędzie porozstawiane było pełno mikrofonów, głośników i kabli. Urządził tu sobie studio! Studio na środku pustyni. Takie rzeczy tylko ze Stylesem.
Na samym końcu zauważyłam oszkloną budkę z wieloma urządzeniami, a w niej siedział Harry z słuchawkami na uszach i wsłuchujący się w jakiś rytm.
Gdy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się i wyszedł aby mnie powitać. Podszedł do mnie na bardzo bliską odległość i przytulił tak mocno i z utęsknieniem jak gdyby był moim najlepszym przyjacielem, a na dodatek nie widział mnie od lat. Stałam jak ten słup drętwo i nie ruszałam się, gdy ten w uścisku ściskał moje ramiona.
Już wiem, że wczoraj postąpiłam źle pozwalając mu się do siebie zbliżyć, pewnie myśli, że odpuściłam, że nie będę walczyć. Nie mogę tak.
-Pięknie dziś wyglądasz.-rzekł uśmiechając się do mnie. Nie, nie rób tego proszę! Nie komplementuj mnie! Mam cię nienawidzić, rozumiesz?!-Coś chciałaś?-spytał siadając na czarnej skórzanej sofie.
-Nie.-wydusiłam.-To znaczy... Nie.-odparłam stanowczo i twardo.
-Już rozumiem-powiedział- przyszłaś tutaj z ciekawości.-zmrużył oczy, na co zaśmiałam się, gdyż wyglądał jak bohater mojej ulubionej komedii, który nie raz doprowadzał mnie do łez. Tylko, że on w przeciwieństwie do Harrego robił to przez śmiech.
-Zagrasz coś?-rzuciłam pytaniem niczym piłkom futbolową prosto w twarz. Uśmiechnął się do mnie z czułością. Wstał i popatrzył na wszystkie gitary.
-Chcesz jakąś wybrać?-spytał w końcu patrząc się na mnie. Również wstałam i przyjrzałam się wszystkim gitarom. Jedna z nich szczególnie przykuła moją uwagę, była z nich najzwyklejsza, ale jednak wyjątkowa.
-Ta jest piękna.-wskazałam na instrument. Brunet spojrzał na mój wybór i szeroko się uśmiechnął.
-To moja ulubiona.-rzekł.-Jest niezwykła, prawda?-spojrzał na mnie na co tylko przytaknęłam. Chwycił za nią i usiadł na sofę, gdzie zaraz do niego dołączyłam. Odpowiednio ułożył gitarę i zaczął wydawać z niej dźwięki.


Przepraszam, jeśli powiem, że cię potrzebuję
Ale wszystko mi jedno, nie boję się miłości
Bo kiedy nie jestem z tobą, jestem słabszy
Czy to takie złe?
Czy to tak źle?

Że sprawiasz, że jestem silny
Przez głowę przelatywało mi tysiące myśli na minutę.
-Brakuje ci tego?-spytałam. Chłopak uniósł brwi i chyba po chwili zrozumiał o co mi chodzi.
-Nie-odpowiedział łagodnie- mam ciebie. Gdyby nie ty nie miałbym skąd czerpać inspiracji.-wyjaśnił.-Mówiłem ci już, oni byli tacy jak wszyscy. Gdybyś ich znała stwierdziłabyś to samo.
Zostawił przeszłość za sobą? Teraz zostaliśmy tylko my, on i ja.
-Tak poza tym, to było świetne.-uśmiechnęłam się lekko. Byłam w pełni świadoma, że nie powinnam tego mówić. Czasem postępuję według tego co rozkaże mi głupie serce niż co podpowie mądry mózg. Ostatnio cały czas korzystam z usług tego pierwszego. Tak, wiem, jestem głupia!


Już od kilku godzin leżałam na łóżku i tępo wgapiałam się sufit, przy mnie wciąż czuwał Harry, siedział i chyba nie do końca rozumiał moje zachowanie. Wiem ja też go nie pojmowałam. Jakaś cząstka mnie jest kompletnie nie do zrozumienia i nawet najwięksi profesorowie wysiedli by psychicznie ze zmęczenie. Delikatnie mówiąc, jestem po prostu inna. Czasem Harry ma rację, ale to chyba nie wychodzi na dobre. To on musi się tutaj ze mną męczyć, a nie jakiś inny frajer, albo mój tata... ale w sumie to on też zalicza się do frajerów.
-O czym myślisz?-spytał cicho brunet.
-O niczym.-odparłam nie spuszczając wzroku z mojego ukochanego sufitu.
-Nie można myśleć o niczym. Musisz o czymś myśleć.-wymamrotał i wbił we mnie wzrok. Tak, czułam to.
-Ciesz się, że nie myślę o tym co mi zrobiłeś.-mruknęłam i na chwilę zerknęłam w jego stronę, miał spuszczoną głowę, nie patrzył na mnie. Kiedyś będzie miał mnie dość, sam prędzej czy później odwiezie mnie do domu. Natchnęła mnie na ten pomysł nadzieja, tak ta sama kurwa w zielonej sukience, która męczy mnie codziennie. Wciąż przypomina mi, że mam się nie poddawać kiedy w głębi duszy już dawno to zrobiłam...
-Chyba powinnaś się poważnie napić. Myślę, że to ci pomoże.-rzucił prędko brunet. Super, chce mnie upić... To jest po prostu geniusz!-Mam wódkę w spiżarni.-poinformował mnie. Prychnęłam rozżalona. Wstał i podszedł do drzwi, zatrzymał go mój nieznośny krzyk:
-Wolę wino!-uśmiechnął się pod nosem i wyszedł.
Po kilku chwilach wrócił z butelką wypełnioną czerwonawą cieczą. Gdy chciałam przejąć ją w swoje drobne łapki od razu się odsunął.
-Słuchaj, to jest jedno z moich najlepszych i najdroższych win.-powiedział cichym głosikiem.
 I co mnie to obchodzi? To przecież tylko wino.
-Dobrze. Możesz już mi je dać?-jęknęłam znowu szukając rękoma wina, ale niestety nie udało mi się go przechwycić.
-Jane to naprawdę jedno z najdroższych win świata, nawet nie wiesz jak długo ją zdobywałem...
Zaraz, zaraz... Jane?
-Nazywasz wina po imieniu?-prychnęłam. To zabawne jak ten człowiek jest nienormalny.
-To nie jest jakieś tam wino... To najdroższe, najsmaczniejsze i bardzo stare wino. Nim trzeba się delektować...-wyjaśnił.
Zwariował! Temu człowiekowi kompletnie odbiło! Czasem jestem w stanie zrozumieć porwanie mnie tutaj, urządzenie studia na tym pustkowiu, czy bliskość z wężami, ale nazywanie wina po imieniu mówiąc, że jest niezwykłe? To już jest przegięcie.
-Dobrze, niech już ci będzie...-prędko wyrwałam mu (już otwartą) butelkę z rąk i upiłam jego zawartość, po dłuższym pociągnięciu odstawiłam butelkę na miejsce. Chyba jeszcze nie wspominałam, że mam słabą głowę? Czasem nawet po piwie bezalkoholowym byłam pijana. Jak to możliwe? Nie mam pojęcia.-Rzeczywiście dobre.-mruknęłam.
-Cieszę się, że ci smakuje.
Zakręciło mi się lekko w głowie. Już czułam, że nie jest najlepiej, a alkohol robi swoje. Zakołysało mną co wywołało szeroki uśmiech u mojego towarzysza. Nie byłam jednak na tyle otumaniona alkoholem aby zapomnieć gdzie jestem i -co najważniejsze- z kim jestem.
-Jak możesz mnie k-kochać?-spytałam z trudem składając słowa w całość.
-Po prostu.-wzruszył ramionami i wgapiał się we mnie.
-Ale ty... ty mnie przecież nie-nie znałeś. Nie rozmawiałeś ze mną, oprócz tego jednego razu w parku. Nie mogłeś mnie kochać...-wymamrotałam. Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale trochę też ze zrozumieniem.
-Rozmawiałem.-uśmiechnął się lekko.- Pewnie nie pamiętasz bo byłaś wtedy kompletnie pijana, ale pewnego wieczora, gdy wychodziłaś z imprezy od swojej koleżanki Kate, byłem niedaleko. Uczepił się wtedy ciebie taki koleś z twojej szkoły...-przerwał szukając pamięcią imienia chłopaka.
-Jason. Miał na imię Jason....-przerwałam.
Pamiętam go dokładnie. Kręcił się wokół mnie jak smród po gaciach, gdy miałam jeszcze szesnaście lat, nie rozumiał, że go nie chcę. Był strasznie irytujący, łaził za mną cały czas. Aż w końcu, pewnego dnia przestał. To było po tej imprezie.
-Wiem co chodziło mu po głowie...
-Co mu zrobiłeś?!-jęknęłam przestraszona. Chłopak zaśmiał się na moje przerażenie.
Zrobiło mi się żal Jasona, on nie był zły. Może czasem zachowywał się zbyt natrętnie żebym tylko się z nim umówiła, ale to przecież nic w porównaniu co robił Harry.
-Spokojnie, nic takiego. Zadbałem tylko o to żeby już więcej się do ciebie nie zbliżył.-powiedział spokojnie.-Jeszcze tego samego wieczoru rozmawiałem z tobą.
-To niemożliwe. Nie pamiętam ciebie.
-Byłaś pijana, a mój wygląd trochę różnił się dzisiejszym.-uśmiechnął się nieznacznie.-Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że ciebie chcę. Jak jesteś dla mnie ważna. Chciałem cię chronić, ale nie mogłem. Chronić mogę cię tylko tu i tylko tu jesteś naprawdę bezpieczna.
-Nigdy nie będę czuła się bezpieczna. Nie zmienisz tego, bo to właśnie ty wywołałeś u mnie lęk.
-Jeśli się czegoś bardzo pragnie, to to prędzej czy później przyjdzie. Zawszę miałem nadzieję, że kiedyś pokochasz mnie tak jak ja kocham ciebie. I nadal żyję tą nadzieją.


Obudziłam się rano w nie swoim łóżku. A do tego byłam całkiem nagusieńka, tak jak mnie pan Bóg stworzył! Co się wczoraj wydarzyło? Nic nie pamiętam!
Mój mózg próbował odtworzyć wczorajsze wydarzenia, ale niczego nie mogłam sobie przypomnieć. Wydawało mi się jakby ktoś wywiercił dziurę w mojej pamięci. Dużą i nie do załatania.
Poznawałam pokój w którym się znajdowałam, to był pokój Harrego! Wczoraj coś musiało się wydarzyć! A co jeśli uprawiałam sex?! Nawet nie chcę o tym myśleć!
Okryłam się kołdrą i udałam się do kuchni, gdzie powitał mnie uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak.
Jego uśmiech! Kolejny dowód na to, że wczoraj musiało się coś wydarzyć. Nie wierzę żeby było inaczej.
-Robię koktajl. Chcesz trochę?-i on się mnie jeszcze pyta czy chce koktajlu? Z takim spokojem? Oczywiście, że chciałam. Ale przecież nie mam teraz na to czasu!
-Czemu obudziłam się w nie swoim łóżku?-spytałam. Chłopak parsknął śmiechem, gdy zobaczył moją przelęknioną, zdezorientowaną twarz.
Byłam przerażona, nie wiedziałam co wczoraj się wydarzyło, a on jeszcze miał czelność się ze mnie śmiać. To podłe z jego strony.
-Ty się serio pytasz?-zaśmiał się. Pokiwałam głową.
-Powiedz, zrobiliśmy to, tak?-chłopak przybrał grobową minę i nie wiem czemu przestraszyłam się.-Opowiedz mi co się wczoraj wydarzyło. Dlaczego niczego nie pamiętam?
-Upiłaś się.-wzruszył ramionami. To akurat pamiętałam, jego wino też. Ja też zakochałam się w Jane.-Doczołgałaś się do mojego pokoju, a ja szedłem za tobą. Niespodziewanie zaczęłaś się rozbierać i...-uciął w najgorszym momencie. Co było dalej?! Co dalej?!
-Zrobiliśmy to? Przespałam się z tobą?
-I zaczęłaś robić striptiz.-roześmiał się na głos. Myślałam, że zaraz wybuchnie od tego swojego głośnego, nieopanowanego śmiechu.-Potem rzuciłaś się na łóżko i zasnęłaś.
-Co?-pisnęłam.-Nic między nami nie było?-jęknęłam zaskoczona. To wszystko? Na pewno czegoś mi nie powiedział.
-Nic, a nic.-pokręcił przecząco głową.-Nie ruszę cię dopóki nie wyrazisz na to zgody.-wyjaśnił.
-No wiesz! Mogłam mieć to już za sobą!-wydęłam wargi z niezadowolenia.-Przez ciebie wciąż jestem dziewicą!-powiedziałam z wyrzutem.
-Przykro mi Chanel, ale być może jeszcze długo będziesz, gdyż ja chcę żeby twój pierwszy raz był wyjątkowy.
-Z tobą?
-Ze mną.
____________________________________
Miałam zamiar zakończyć rozdział po zdaniu "I nadal żyję tą nadzieją", ale przypomniałam sobie, że mam jeszcze taką oto scenę do wykorzystania :D nie wiem czy dobrze zrobiłam, że ją tutaj dałam. Napiszcie w komentarzach c sądzicie o rozdziale, to bardzo motywuje :))))))

niedziela, 3 maja 2015

7. "I love you"

   Obudziły mnie straszne jęki. Była noc. Jeszcze inne przeraźliwe dźwięki wydostawały się z za okna. Grzmiało, a co jakiś czas pojawiały się jasne światła.
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jęki, które mnie obudziły były moje... Wydawałam te dziwne odgłosy słysząc burzę.
Strasznie się jej bałam. Nie wiem czy jest coś gorszego od tego zjawiska. Żadne słowa nie mogą opisać tego jak czuję się podczas, gdy zaczyna trzaskać piorunami. A burze w Australii? To zupełnie nie do zniesienia. Czułam jakby zaraz miało trafić w nasz dom. Jakby miał spłonąć i zatopić w tej ognistej ziemi.
Skuliłam się i owinęłam kołdrą. Cała drżałam.
Burza była dosłownie nade mną. Czułam jej obecność, w wyładowaniach energii. Nie padało. To chyba źle... Z resztą sama nie wiem.
Próbowałam zasnąć. Jeszcze mocniej przytuliłam się do pierzyny, jakby to miało mi w czymś pomóc. Nie czułam się bezpiecznie.
Zamknęłam oczy i liczyłam barany. Przy każdym uderzeniu pioruna podskakiwałam na łóżku. Byłam przerażona. Słyszałam jak ziarenka piasku uderzają w szyby. Niczym grad. Czasem wydawało mi się, że zaczynają pękać. Wiatr kołysał wszystkim na różne strony świata, a ja nie mogłam przestać o tym myśleć.
Usłyszałam jakieś stłumione dźwięki, zaraz potem skrzypnięcie podłogi. Poczułam jak łóżko ugina się pode mną, a właściwie obok mnie.
Jego obecność... była mi wtedy potrzebna. Aż dziwne. Lecz ja nie mogłam tego powstrzymać.
Objął mnie swoimi ramionami i nie puszczał. Wtuliłam się w niego. Wiem, że nie powinnam, ale jestem człowiekiem i jak każdy człowiek mam swoje słabości. Burza, właśnie ona jest moją słabością, a on dobrze o tym wiedział. Wykorzystał to.
Poczułam ciepło bijące od niego. Wszystko ucichło, burza ucichła, lecz wiem, że ona była, tylko nie zwracałam na nią uwagi. Przez niego, przez jego obecność.
-Nie pozwolę cię skrzywdzić, maleńka.-wyszeptał.-Nigdy, nikomu.-wtulił się we mnie.-Ze mną będziesz bezpieczna. Już na zawsze.
Słowa zadziałały jak kołysanka, otulona jego ciałem zasnęłam.


Minęło już kilka dni od przyjazdu Nialla. Nadal się stąd nie wydostałam. Wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że wciąż tu jestem. Już dawno powinnam być w domu. Z resztą... jest jakiś sens wracać tam? Czasem naprawdę w to wątpię.
Nie raz muszę odezwać się do Harrego bo przecież nie ma tutaj nikogo innego do kogo mogłabym otworzyć gębę. To dziwne, że kiedyś paplałam jak najęta z wszystkimi, a teraz zamienię dosłownie trzy słowa dziennie z jedną osobą.
Usiadłam przy stole w kuchni. Brunet akurat zmywał naczynia.
Każda chciałaby mieć chłopaka, który robi dla niej wszystko, sprząta, gotuje, zajmuje się, traktuje jak księżniczkę. Dlaczego ja nie?!
Obserwowałam go w tym pozornie łatwym obowiązku domowym. Już od dłuższego czasu próbował domyć patelnie, męczył się i męczył a brud wciąż nie ustępował. Niezdarnie obmywał przedmiot, a litry wody wylały się na jego koszulkę. Mruknął pod nosem kilka przekleństw i zdjął koszulkę nie zważając na moją obecność.
Z wyczerpaniem zabrał się za mycie reszty brudnych naczyń.
Kątem oka spojrzałam na jego sylwetkę. Jeszcze nie widziałam na żywo takiego ciała. Było takie umięśnione! Wyglądał jak świeżo wyjęty z fotoshopa. To ciało, takie seksowne...
Chyba gapiłam się na niego o pół godziny za długo bo widział to. Uśmiechnął się do mnie, gdy chciałam niezauważenie odwrócić wzrok. Serce zabiło mi mocniej.
-To wszystko twoje. Możesz się patrzeć ile chcesz. Dla ciebie to robiłem.-rzekł.-Chyba nie chciałaś mieć w domu brzydkiej, chudej pokraki, co?
Wolałabym go w ogóle nie mieć. Jednak to jak wyglądał robiło na mnie wrażenie.
Nie rozumiem dlaczego tak się poświęca i to jeszcze dla mnie, dla osoby, która nie raz z uśmiechem myślała o jego śmierci.


W końcu postanowiłam wyjść na świeże powietrze, wiem, że za wiele czasu spędzam w domu.
Gdy ujrzałam Australijską naturę było już ciemno.
Chłód delikatnie muskał moją skórę. Usiadłam na jeszcze ciepłym piasku. Swój wzrok skoncentrowałam na księżycu, który wyróżniał się wśród wszystkich gwiazd swoim światłem. Pierwszy raz widziałam niebo tak dokładnie. Było czyste, bez żadnych samolotów czy paralotni.
Życie tutaj płynęło naprawdę spokojnie, cisza przelatywała z miejsca na miejsce wciąż będąc blisko mnie. Nie wiedziałam, że nocą może być tu tak pięknie, tak przyjemnie. To wszystko sprzyjało przemyśleniom, ale nie miałam czasu rozmyślać ani marzyć, chciałam korzystać z chwili, która była wyjątkowo przyjemna jak na to miejsce.
Coś zaszeleściło za mną. Nie odwróciłam się, wciąż spoglądałam na księżyc i jego liczne kratery wyglądające jak dziury w moim ulubionym serze.
Poczułam materiał na sobie. Miękki koc otulił moje ramiona. Chłopak usiadł obok mnie, również patrząc na światła na niebie.
-Dziękuję.-szepnęłam zagłębiając się w cieple materiału. Spojrzał na mnie z czułością.
-Powiedziałaś to słowo pierwszy raz od kiedy tu jesteśmy.-spostrzegł słusznie. I znów przeniósł swój wzrok tam gdzie ja.
Jego oddech był równy z moim, słyszałam nawet to w tej ciszy.
Gdzieś niedaleko przepełznął wąż, a koło mnie zabzyczała mucha.
-Piękne to miejsce.-stwierdził patrząc mi w oczy.-Prawie tak piękne jak ty.
O wiele piękniejsze ode mnie, chyba jeszcze tego nie może zrozumieć...
Moje mrużące się powieki otworzyło głośne wycie. Wzdrygnęłam się na co Harry tylko się zaśmiał.
-To dingo.-wyjaśnił.-Tutejszy pies. Jego wycie daje znak zwierzętom, że pora spać...-wgapił się gdzieś daleko, gdzie dosięgał jego wzrok, a mój już niestety nie.-Tak to sobie tłumaczę.-kątem oka spojrzał na mnie.-Ale chyba naprawdę pora już spać.- jeden z jego kącików ust uniósł do góry, widziałam to nawet w takiej ciemności.
-Nie.-ziewnęłam na co chłopak od razu się zaśmiał.
-Chodź, zbieramy się. Robi się zimno.-wstał z ziemi i spojrzał na mnie wyczekująco.
Nie miałam zamiaru wstać, chciałam zostać na noc na dworze. Miałam wrażenie, że to mi dobrze zrobi.
-Nieeee.-jęknęłam sennie. Chłopak popatrzył na mnie pytająco.-Zostań ze mną.-poprosiłam choć wcale nie wiedziałam co wyprawiałam, chyba mnie konkretnie powaliło, ale nic na to nie poradzę. Najwyraźniej tak chce coś w środku mnie, jeszcze nie wiem co, ale się dowiem... kiedyś.
Brunet usiadł z powrotem na swoje miejsce i kierując wzrok na mnie uśmiechnął się. Zobaczyłam małe wgłębienia w jego policzkach, których nie dostrzegłam wcześniej. Miał dołeczki, coś co mimo mojego dziwnego gustu podobało się w chłopakach. To było dosyć... słodkie.
Znów zauważył, że się mu przyglądam, z jego twarzy zniknął uśmiech, a pojawił się nieprzyjemny grymas.
-Proszę, nie patrz się na mnie, gdy się uśmiecham.-wymruczał niemrawo.
-Czemu? Twoje dołeczki są przeurocze.-stwierdziłam nadal mu się przyglądając. Skrzywił się na wypowiedziane przeze mnie słowa.
No co? Nie kłamałam.
-Nienawidzę ich. Ale jeśli ty je lubisz...
-Rozkazuję ci je polubić.-zachichotałam na co on zareagował podobnie.
Ocierał dłońmi swoje gołe ramiona, próbując się rozgrzać potem spojrzał na mnie i mój koc. Przeczuwałam, że było mu zimno.
-Podzielisz się kocem?-spytał przysuwając się bliżej mnie, na mniej bezpieczną odległość i co chwila zerkając na moje nakrycie.
-Mam dzisiaj dzień dobroci dla zwierząt, więc chyba wypada.-roześmiałam się. Podałam mu jeden z końców koca i przysunęłam do niego aby materiał w pełni nas okrywał. Stykałam się z nim rękoma.
Ziewnęłam. I oparłam się o jego ramie, chyba ze zmęczenia. Miałam ochotę zasnąć tu i teraz.
Poczułam jak napinają mu się wszystkie mięśnie.
Oparł moją głowę na swoje kolana i głaskał mnie po głowie. Bawił się moimi włosami i muskał opuszkami palców po policzku, pozwalałam mu na to, kompletnie nie wiedząc dlaczego.
-Kocham cię.-wyszeptał i złożył na moim czole miękki pocałunek.-Dobranoc.
I zasnęłam, kolejny raz w jego objęciach.
____________________________
W tym rozdziale nie ma ani muzyki ani gifów. Dlaczego? Uważam, że ten rozdział jest taki inny, na swój sposób magiczny... Nie chciałam psuć go niedobranymi gifami czy równie niedobraną piosenką. Liczę, że przeczytaliście ten rozdział bez piosenki, w pełnym skupieniu i ciszy. Jeśli nie, wywalcie swojego irytującego brata czy siostrę przez okno (taki żarcik), wyłączcie nowy hit muzyczny, który akurat znaleźliście na youtube i przeczytajcie ten rozdział jeszcze raz. :)
Pytania do rozdziału: Czy Chanel będzie już taka zawsze? Może pogodziła się ze swoim losem? Czy Chanel zaakceptuje to, że już nigdy się nie uwolni? Czy będzie próbowała uciekać?
Śmiało piszcie w komentarzach.

niedziela, 26 kwietnia 2015

6. "Really like him"

   Tę noc spędziłam bezsennie. Znowu obmyślałam jaki rodzaj ucieczki zastosować, lecz gdy uzmysłowiłam sobie, że mój mózg jest zupełnie pusty postanowiłam pójść spać. Zaczęły dręczyć mnie koszmary.
Śniło mi się, że zostałam tu na zawsze, na tym pustkowiu z nim, Harrym. Ale nie to było najgorsze. Zostałam tu, bo tego chciałam... Byliśmy tacy szczęśliwi, a jakiś czas później urodziłam mu córkę, która była do niego tak podobna. Od wtedy moje życie było jeszcze większym koszmarem.
Ten sen był taki prawdziwy! Chyba najstraszniejszy w całym moim życiu. Jeszcze niczego się tak nie przestraszyłam, nawet, gdy prawie rozjechał mnie samochód.
Całe szczęście to tylko sen, i Bogu dzięki.
Usłyszałam pukanie do drzwi, a chwilę potem stanął w nich mój oprawca.
-Przyniosłem ci śniadanie.-wszedł z jakąś tacką i postawił ją na biurku. Usiadł na fotelu i czekał aż sięgnę po nią, jednak tak się nie stało.-Nie jesz?-spytał zaskoczony.
-Nie mam pewności czy nie dosypałeś tam narkotyków.-burknęłam.
-Znowu zaczynasz?-spytał zmęczony.-To był jeden raz, wiesz? Nigdy więcej nie dosypie ci żadnych narkotyków. Obiecuje.-ciężko westchnął.
-Myślisz, że traktuję twoje obietnice poważnie?-zaśmiałam się gorzko.
Nigdy, ale to nigdy nie zaufam temu człowiekowi. Słowo Chanel.
-A powinnaś.-uśmiechnął się.-Potrzebujesz czegoś?-wbił we mnie pytający wzrok. Pokręciłam przecząco głową.
-Chciałabym dzisiaj wyjść się przewietrzyć.-rzekłam, gdy chciał wychodzić. Uśmiechnął się do mnie pogodnie, ale niepewnie, jakby coś analizował.
-A zamierzasz uciekać?-spytał zadzierając brwi. Teatralnie wywróciłam oczami.
-Mam jakieś szanse? Przecież wiem, że z tobą nie wygram... Pogodziłam się z tym.-wymamrotałam.
Żarcik.
Zbadał mnie wzrokiem.
-To jak?-jęknęłam zniecierpliwiona.
-Dla ciebie wszystko, księżniczko.-uśmiechnął się
Księżniczko? Brrr, jak to zabrzmiało w jego ustach. Kiedyś uznałabym, że to słodkie, niestety niektóre rzeczy się zmieniły.
To zabawne, że łóżko stało się głównym miejscem na którym przebyłam. Nie pamiętam kiedy tak było. Postanowiłam nie być jego więźniem, wstałam i rozejrzałam się po pokoju. Moje oczy napotkały kilka czystych kartek na biurku.
Może by tak napisać... list?
Usiadłam na fotelu i przysunęłam się do biurka. Sięgnęłam po pióro, które na nim leżało. Odpowiednio się dobrałam iii... kompletnie nie wiedziałam jak zacząć. Nie wiedziałam nawet do kogo piszę. Do taty czy do policji? Tak, wiem, że i tak tego nie wyślę bo nie mam jak, ale może kiedyś znajdą to miejsce i przeczytają list. Nadzieja matką głupich-jak to mówią.
Napisałam coś na kartce i od razu ją zgniotłam. To głupie żeby pisać do ojca, który i tak mnie nie kocha.
Znowu coś nabazgrałam na kartce, ale tym razem wydawało mi się to bardziej sensowne niż za pierwszym razem.
"Drogi oprawco!
   Moja pierwsza próba zabicia Cię nie powiodła się. Nawet nie wiesz jak podobało mi się grożenie Ci śmiercią... niestety Ty byłeś silniejszy, ale to tylko chwilowy stan. Zginiesz, wiesz? Tylko się nie martw, w piekle jest pełno miejsca dla takich jak Ty"-odłożyłam pióro i uśmiechnęłam się do siebie.
Później to dokończę... teraz czas na spanie.
Rzuciłam się na miękki mebel.
Och moje kochane łóżko, jesteś jedyną rzeczą, którą kocham. Tylko ty mnie rozumiesz...


Gdy się obudziłam poczułam się jakoś dziwnie. Otworzyłam oczy i wszystko okazało się jasne.
Na fotelu siedział Harry, dlatego czułam się... inaczej.
-Musisz tak cały czas spać? To już staję się nudne.-jęknął.
Poważnie? Mnie też nie jest łatwo cały czas spać. Nie ma tutaj ani kina, ani wesołego miasteczka więc co mam robić?
-Lepsze takie spanie niż jakbym miała się nie obudzić.-uśmiechnęłam się na co chłopak się skrzywił.
-Czasem jesteś przerażająca. Zastanawiam się czy zacząć się ciebie bać.-wymruczał.
Jestem przerażająca? Boi się mnie? Muszę to kiedyś wykorzystać!
-Niall zrobił coś do jedzenia, idziesz?
-Jego jedzenie jest jadalne?-zmrużyłam oczy. Chłopak roześmiał się.
-Bardziej niż moje.-wstał i dopiero teraz zauważył kartki, które leżały na biurku. Przeczytał po cichu treść listu i uśmiechnął się nieznacznie.-O! Piszesz do mnie listy, jak miło.-roześmiał się.
Miło, nie ma co.
-Zbieraj się bo wystygnie.-rzucił na odchodne i wyszedł.


Ku mojemu zdziwieniu jedzenie Nialla było jadalne. Powiem więcej, było całkiem dobre. Sama się zdziwiłam. W sumie to zazdroszczę tej Meghan. Ma fajnego, kochającego chłopaka, jej życie jest jak z bajki. Nie to co moje...
-Niedługo będę się zbierał. Pewnie Megi się o mnie martwi.-rzekł Niall.
-Błagam cię, człowieku! Dzwoniłeś do niej pięć minut temu.-wywróciłam oczami.
-Już tak się zleciało?!-wykrzyknął przerażony.-Pewnie już odchodzi od zmysłów! Muszę do niej jak najprędzej zadzwonić.-zdenerwowany chwycił za telefon. Od razu go powstrzymałam. Wzięłam jego dłoń i uścisnęłam.
-Da sobie radę, wiesz? Chyba już nie jest małą dziewczynką...
-Dla mnie zawszę będzie. Ona mnie potrzebuje.
To ja bardziej potrzebowałam jego. Tak, usiłowałam zatrzymać tego człowieka żeby stąd uciec.

Jesteś mi potrzebny, Niall.

-Ale chyba nie pojedziesz teraz? Robi się coraz ciemniej i zimniej.-wyjaśniłam.-Wyjedziesz na spokojnie jutro.
Chyba trochę go tym uspokoiłam.
Teraz muszę jak najprędzej wymyślić plan działania. Chwilami zastanawiałam się czy po prostu nie spytać się blondyna czy nie zabrałby mnie ze sobą, ale od razu uświadamiałam sobie jakie to miałoby konsekwencje. Tragiczne.
Dobrze, że Stylesa tutaj nie ma, gdyby mnie zobaczył taką zamyśloną od razu by się domyślił! Miałam wokół siebie rozstawionych tyle min. Na każdym kroku musiałam uważać żeby na jakąś nie wejść. To było trudne. Z jeden strony wolność z drugiej zaś więzienie. I jak przejść przez to pole minowe żeby nie zginąć? To trudne pytanie, jedno z najtrudniejszych w moim życiu.
Usłyszałam kroki w korytarzu, a Niall wciąż stał przy mnie.
A może by tak...
Przyssałam się do ust Horana. Działałam spontanicznie. Nie obchodziło mnie czy ma dziewczynę czy nie, dla mnie ona wtedy nie istniała.
Wpijałam się w jego usta tak jakby od tego zależało moje życie. Nie bronił się ani nie oddawał pocałunku.
Czułam spojrzenie Harrego na nas. Słyszałam jego kroki.
Spojrzałam na niego ukradkiem, był rozwścieczony i wyjmował coś z szuflady małej szafki.

Genialnie, oto ci chodziło Chanel!

Nie wiem czy oto mi chodziło, gdy zobaczyłam go stojącego przed nami i celującego lufą pistoletu prosto na nas.
Szybko oderwałam się od chłopaka i stanęłam metr od niego. Broń powędrowała w stronę blondyna.
-Harry co ty wyprawiasz?!-jęknął.-Nie podejmuj pochopnych decyzji.-zbliżył się do przyjaciela, ale ten mocniej zacisnął ręce na broni.
To było ostrzeżenie.
-Spieprzaj stąd!-wycedził.
-Ale Harry...-wyszeptał błagalnie. Widziałam w jego oczach przerażenie. Jak to jest bać się własnego przyjaciela?
-Nie słyszałeś mnie?! Masz. Stąd. Spieprzać!-syknął.
Horan spojrzał na niego z lękiem po czym w popłochu uciekł z mieszkania. Uciekł tak po prostu zostawiając mnie samą. Jego rozżalone oczy spojrzały na mnie przelotnie z niedowierzaniem i zniknął.
Przyglądałam się temu wszystkiemu z boku, sama nie wiedziałam co zaraz stanie się ze mną.
-Nie rób tego więcej, okej?-warknął rozdrażniony.-Nie prowokuj mnie. Nie chciałbym stracić najlepszego przyjaciela.
Co?
-Wiesz, że to ja go pocałowałam?-spytałam zaskoczona. Pokiwał potakująco głową.-I mimo wszystko celowałeś do niego? Powinieneś celować do mnie, albo pozwolić mi z nim wyjechać.
-Właśnie tego byś chciała, na to liczyłaś, że tak właśnie pomyślę. Nie jestem taki głupi, Chanel.-spiorunował mnie wzrokiem.
-Ale mimo wszystko to nie ja byłam pod obstrzałem.-wbiłam w niego zaciekawiony wzrok.-Zabiłbyś go dla mnie, prawda?
-Jeśli byłaby taka potrzeba...-wzruszył ramionami.-Ale trochę byłoby mi go żal. Naprawdę go lubię.
Nie wyglądało na to podczas, gdy w niego celował. Mój mózg nie obejmuje jego myślenia. On jest porąbany.
Zaraz, zaraz jeśli mnie też "lubi" to przecież ja też jestem w niebezpieczeństwie...
Od razu, kiedy o tym pomyślałam pobiegłam schronić się w swoim pokoju. Przykryłam się pod grubą warstwą kołdry i aż zadrżałam.
Harry nie byłby sobą gdyby do mnie nie przyszedł. Usiadł w tym samym miejscu co zazwyczaj i przyglądał mi się. Wbił we mnie swoje przenikliwe spojrzenie, ale siedział w ciszy.
Nie mogłam tak, już dłużej tak nie pociągnę. To wszystko mnie wewnętrznie rozrywa. Nie wyobrażam sobie jak ma wyglądać reszta mojego życia tutaj.
-Sama nie rozumiem jak mogłeś mnie tak po prostu ukraść. A na dodatek robić mi to wszystko.-stłumiony dźwięk wydostał się spod kołdry.
-A co miałem podejść i spytać "Hej masz na imię google? Bo masz wszystko czego szukam"? Tak to sobie wyobrażasz?-spytał poirytowany.
-Chociażby. Na pewno byłoby lepiej niż jest teraz.-mruknęłam. Chłopak zaśmiał się. Doprawdy nie wiem co go tak śmieszyło.

-Czasem na prawdę miałem zamiar zapytać czy masz wolny wieczór, ale rezygnowałem gdy uświadamiałem sobie, że wieczór to za mało, więc chciałbym zapytać od razu czy masz dla mnie wolne całe życie.-uśmiechnął się do mnie słabo. Coś mnie ścisnęło w żołądku.
Jeszcze mocniej opatuliłam się materiałem i przyglądałam się mojemu towarzyszowi. Znowu padające z okna światła, teraz już gwiazd, sprawiały, że wyglądał przyjaźnie.
Jego uśmiech znalazł miejsce w moich oczach i chyba tam mu było dobrze bo nie mogłam go wymazać z pamięci.
___________________________________
Przepraszam za ten rozdział, jest naprawdę dziwny. Obiecuję poprawę i słowa dotrzymam bo rozdziały mam już napisane i nie są aż takie złe.
Co sądzicie o tej sytuacji z Niallem? Harry mógłby dopuścić się morderstwa?
Dacie radę przekroczyć osiem komentarzy? 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

5. "Don't be such a wimp, Chanel!"

Muzyka
    -Zjesz coś?-spytał się mnie po raz setny Harry, który patrzył na mnie z litością. Pokręciłam przecząco głową.
Ile razy mam mu jeszcze powtarzać, że nie jestem głodna? A może od razu wygarnę mu, że jego jedzenie nie jest jadalne i może je sobie wsadzić w rowa? Przynajmniej by się zamknął.
Kolejne dni na tym bezludziu i kolejne pomysły jak mogę się go pozbyć. Do głowy przychodziły mi różne sposoby, raz było to utopienie w kiblu, czasem dodanie śmiertelnej ilości soli do jego herbaty, a ostatnio nawet znalezienie wściekłej wiewiórki. Tyle, że tu nie było wściekłych wiewiórek... Żadne z moim genialnych pomysłów niestety nie wypalił. Tłumaczę to sobie jako chwilowy brak powodzenia albo znak na to, że muszę poczekać na swojego wybawiciela. Nialla, tak? Zdaje mi się, że właśnie tak miał na imię.
Powtórzyłam sobie w głowie jeszcze raz, że niedługo będę w swoim domu i usiadłam przy stole w kuchni.
-A ten twój przyjaciel kiedy będzie?-zapytałam siedzącego na przeciw mnie pijącego wodę chłopaka.
Po chwili dotarło do mnie, że może spytałam zbyt bezpośrednio. Może mnie przejrzeć... Aaaa tam.
-Masz na myśli Horana? Nialla Horana?-spytał obojętnie patrząc na mnie wzrokiem pijanego wędrowcy.

Chanel... Jak wygląda wzrok pijanego wędrowcy?
 

Pokiwałam głową i wbiłam w niego zaciekawione spojrzenie. Wzruszył ramionami.
-Nie wiem, może wcale... Jest nieprzewidywalny.
Zupełnie jak on... to się dobrali.
-Byłaby wielka szkoda.
-Dlaczego pytasz?-z jego ust wydobyły się słowa, które ledwo uchwyciłam w uszach.
-Tak jakoś.-odparłam spuszczając wzrok na moje gołe stopy. Och, tyle czasu nie malowałam paznokci.-Czasami czuję się samotnie. Bardzo często nie ma cię w domu, a ja nie mam co tutaj robić. Może z nim znalazłabym wspólny język.
To nie brzmiało prawdziwie.
-Postaram się to zmienić.-uśmiechnął się zawadiacko.
Nie, proszę, nie! Tylko nie to! Wszystko, ale na to się nie zgodzę!
Widziałam w jego oczach rozbawienie.
Wiedział, że właśnie tego nie chcę. Dupek. Ale przystojny dupek...

Dość, Chanel!


Leżałam właśnie na kocu na dworze, gdy jakiś sporych rozmiarów obiekt zasłonił mi słońce.
Wkurzyłam się lekko, jednak nie otwierałam oczu gdyż było na to za gorąco, a każdy ruch sprawiał iż bardzo się męczyłam.
Machnięciem ręki zakomunikowałam, że ma się odsunąć.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-wykrzyknął podekscytowany.
-Największą niespodzianką byłoby gdybyś się odsunął albo odwiózł mnie do domu.-zamiałczałam. Chłopak zaśmiał się dając mi do zrozumienia, że traktuje moje słowa jako coś śmiesznego.
Po chwili słońce znów grzało moją skórę co znaczyło, że pożądany obiekt zmienił miejsce.
Pożądany-jakoś dziwnie to zabrzmiało w tym przypadku...
Poczułam dotyk na płatku mojego ucha. Coś mokrego i lepkiego dotknęło mojej skóry. Łaskotało mnie do tego stopnia, że zachichotałam. To było dosyć przyjemne... Usłyszałam syknięcie.
Odsunęłam się jak poparzona. Otworzyłam szeroko oczy, spojrzałam na Harrego.
Na rękach trzymał ogromnego wijącego się stwora. Wąż mocno zaciskał się wokół jego rąk i nadgarstków.
Nie wiem co było gorsze, jego beztroski uśmiech czy wąż.
-Odsuń to ode mnie, bo nie ręczę za siebie.-ostrzegłam chwytając za leżącą na ziemi sporą gałąź.
-Co? Nie lubisz takich milusich zwierząt?-spytał całując gada.-No patrz jaki on uroczy, nazwiemy go Alfred.-rzekł ucieszony.
Próbował zbliżyć się do mnie ze zwierzęciem, ale od razu kiedy się ruszał odsuwałam się od niego.
-Chyba nie zamierzasz zabrać go do domu?
-A dlaczego nie?-miałam wrażenie, że suszy zęby niż się do mnie uśmiecha.-Chanel, nie bądź mięczakiem!
Nie wiem co się ze mną stało, ale uciekłam do domu. Nigdy tego nie robię, co również mnie zdziwiło. Zrobiło mi się niedobrze.
Usiadłam na łóżko i schowałam twarz w dłoniach. Z oczu poleciała mi łza. Co jest? Przecież ja rzadko płacze... Aż tak przestraszyłam się tego stwora? Nie jestem pewna.
Po chwili usłyszałam kroki stawiane na panelach w korytarzu. W drzwiach mojego pokoju stanął Harry.
-Co się stało?-usiadł koło mnie i przejechał opuszkami palców po moim policzku. Dziwne, ale był to bardzo przyjemny dotyk i poczułam się trochę lepiej.
Nie odezwałam się, ani nie odwróciłam w jego stronę aby na niego spojrzeć.
-Przestraszyłaś się Alfreda? -tylko mruknęłam coś pod nosem.-Przepraszam. Obiecuje już więcej tak nie zrobię. Dobrze?-spytał się mnie poklepując mnie po łopatce. Znów mruknęłam coś pod nosem, sama nie wiedziałam co.
Cmoknął mnie w policzek i odszedł.
Nie tego chciałam.



Usłyszałam klakson. Pobudzona zerwałam się z łóżka i wyjrzałam przez okno. Jakiś samochód stał na podjeździe.
Nikt nie mógł wiedzieć co wtedy czułam! Tak jakby trochę... wolność. Wiem, wiem, czułam ją już tutaj, gdy uciekałam, a i tak zostałam pojmana. Ale teraz to co innego! Jestem pewna, że stąd ucieknę, a Niall mi w tym pomoże choć jeszcze dobrze go nie znam. Czuje, że on jest normalny, po prostu to czuję.
Nie zamierzałam jednak biec do nich. Zrozumieliby, że coś jest nie tak. Wiem, że Harry jest nad wyraz sprytny. W końcu przez tyle czasu mnie obserwował, a ja nic nie podejrzewałam.
Odeszłam od okna i usiadłam na obrotowym fotelu, oparłam głowę na oparciu i wgapiałam się w dziurę w suficie.
Usłyszałam skrzypienie podłogi i stłumiony dźwięk kroków.
To chyba oni. Żołądek mnie ściskał jak nigdy przedtem.
Słyszałam jak wchodzą, ale wciąż patrzałam się w sufit. Ktoś za mną chrząknął.
Obróciłam się na krześle. Stanęłam przed przystojnym blondynem i... Harrym.
No cóż taki jest już mój los.
Zmierzyłam się z ich kamiennymi twarzami. Wyglądało to dosyć dziwnie, ale i tak byli cholernie przystojni. Obaj byli ubrani w krótkie spodenki i kolorowe T-shirt'y z napisami. Nadal nie odezwali się do mnie słowem, a po moim czole spłynęła kropelka potu. Tak nagle gorąco się zrobiło, no!



Niezręczną sytuację przerwał głośny śmiech blondyna. Harry widząc jego reakcję sam zaczął się śmiać. Nie rozumiałam dlaczego mnie również to bawiło. Powinnam się opamiętać, być twardą! A nie nabijać się z takich ludzi. Śmiali się się bez opamiętania, nawet nie wiem z czego... ja śmiałam się z nich, a oni ze mnie. I nagle puf! Złe zdanie o moim porywaczu wyparowało z mojego mózgu razem ze śmiechem.
Uśmiechali się kątem oka zerkając na siebie. Blondyn spojrzał na mnie, gdy już wystarczająco się opanował. Uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę rękę.
-Cześć Chanel, jestem Niall.-chwyciłam jego dłoń i lekko ją uścisnęłam również się uśmiechając. Nie wiem czy dobrze robię, ale już lubię tego człowieka...-Cieszę się, że mogę cię zobaczyć po raz tysięczny.-roześmiał się do mnie. Miał taki przyjemny uśmiech aż miło mi się na niego spoglądało.
Harry gdzieś wyszedł, to dobrze przynajmniej nie będzie mnie rozpraszać...
-Dużo się ostatnio zmieniło w twoim życiu, co nie?-usiadł na łóżku nie daleko mnie.
-Oj dużo.-westchnęłam.
-Ale to chyba dobrze... zmiany przydają się każdemu, a tobie szczególnie, Chanel.


Paplanina Nialla o bezwarunkowej miłości już dawno mi się znudziła. Otworzyłam pierwszą szufladę mojego biurka. Jeśli ten pokój jest dokładnie taki jak mój powinny tam być moje akcesoria do manicure.
Były. Skubany! Wyjęłam kilka lakierów i odżywkę. Moje paznokcie były w opłakanym stanie. To aż nie do pomyślenia co pustynia potrafi zrobić z człowiekiem!
Wybrałam jeden z kolorów i pomalowałam nim starannie wszystkie paznokcie.
Blondyn wciąż do mnie coś mówił. Nie słuchałam go... od momentu kiedy zaczął mówić jak Harry się dla mnie starał, zaczął gadać od rzeczy. Nawijał i nawijał, ale czego się nie robi dla przyjaciela...
Zniecierpliwiona dmuchałam na paznokcie aby szybciej wyschły. Nie wiem po co to robiłam, od tego gorąca panującego tutaj i tak były już suche.



Kątem oka spojrzałam na chłopaka, który grzebał w swoim telefonie. Nic nie mówił, coś nowego.
-Co robisz?-spytałam patrząc na niego z zaciekawieniem.
-Piszę do ważnej osoby.-uśmiechnął się chytrze.
Mm, widzę, że ktoś lubi być tajemniczy... Takie numery nie przy mnie!
-Kim jest ta ważna osoba?
-Nie odpuścisz?-spojrzał na mnie z uśmiechem. Pokręciłam głową.- Meghan, moja narzeczona. Najcudowniejsza, najpiękniejsza i najmądrzejsza istota jaką znam-zaśmiał się na samo wspomnienie o niej.
To znaczy, że ją kocha? To miłość istnieje? Bo ja już trochę zwątpiłam... dobra, w ogóle w nią nie wierzyłam. Nigdy.
-Może kiedyś ją poznasz. Na pewno byś ją polubiła, ona już cię lubi.-znów robił coś w telefonie.
Zastanawiałam się skąd ma tutaj zasięg... Przecież podobno jesteśmy w samym środku niczego.
-Kochasz ją?-właściwie nie wiem po co o to spytałam. Nawet mnie to nie obchodziło.

Nooo właśnie...

-Czy ją kocham?-skupił swoją uwagę na mnie. Chwilę tkwił w ciszy. Podejrzewam, że dobierał odpowiednie słowa do odpowiedzi.-Najbardziej na świecie. Jest całym moim światem.-zerknął na mnie.-Nie oddałbym jej za nic w świecie. Chociaż czasem się sprzeczamy... dosyć często.-podrapał się po głowie.-Ale i tak ją kocham i nigdy nie przestanę. To tak samo jak Harry kocha ciebie.
Wbiłam w niego wzrok. Przyzwyczaiłam się, że był śmieszkiem i nawet mnie to bawiło, ale nie w takich momentach. Tym razem nie żartował. Badał mnie wzrokiem całkiem poważnie, a jego wargi nawet nie drgnęły do uśmiechu.
-To nie jest miłość.-burknęłam.-Wiem coś o tym...
-Nie wiesz, Chanel. Nic nie wiesz...-zapewniał.
Jak mógł mi coś takiego powiedzieć? W sumie to miał rację... Co ja głupia mogłam wiedzieć, gdy nadal jestem dziewicą...
-Nie znam drugiej osoby, która tak poświęciła się dla miłości. Myślisz, że byłem zadowolony, gdy powiedział mi o swoim pojebanym pomyśle żeby cię tu przywieźć? Myślisz, że było mi łatwo? Na wszelkie sposoby próbowałem go odwieźć od tego absurdalnego pomysłu... ale to mój przyjaciel. Wiedziałem jak mu na tobie zależy.-spojrzał na mnie oczekując jakiejkolwiek reakcji.-To dobry człowiek, lepszy niż ci się wydaję. Na twoim miejscu nie uciekałbym więcej... Spróbuj to zaakceptować i po prostu go pokochać. Nie mówię tego jako jego przyjaciel tylko jako człowiek.-powiedział ciepło.-Sam na miejscu Harrego właśnie tego bym chciał. On już wiele wycierpiał. Nawet nie wiesz ile.

Może i nie wiem, ale i tak ucieknę Niall...

____________________________________
To co? Niall pomoże uciec Chanel? Będzie jej sprzymierzeńcem czy może wrogiem?
I tak sobie myślę... może dodawałabym rozdziały w jakiś konkretny dzień, na przykład w niedzielę. Co o tym myślicie? :)
Piszcie w komentarzach. 

środa, 15 kwietnia 2015

4. "Are you sure?"



   Przez kilka dni leżałam kompletnie sama w łóżku. Nigdzie się nie ruszałam. Próbowałam sobie to wszystko jakoś ułożyć w głowie. Nie dawałam rady... to wszystko było dla mnie takie niepojęte. To wszystko co powiedział. Nie wiem nawet ile tutaj jestem. Może pięć dni, może sześć... może dziesięć? Kompletnie straciłam poczucie czasu.
Z tego co wiem to chyba chudłam, zdecydowanie chudłam. Czułam jak żebra wbijają mi się w skórę. Harry codziennie przychodził do mnie z jedzeniem i piciem, błagał mnie abym zjadła chociaż kęs, ale odpowiadało mu tylko moje milczenie. Nie wiem w ogóle co sobie wyobrażałam... że wygłodzę się na śmierć? Może bardziej na to, że żołądek mi w końcu pęknie i skończą się moje męki. Próbowałam przypomnieć sobie różne smaki na przykład moje ulubione hamburgery serwowane w budce za rogiem mojego domu. Mmm.
Tęskniłam za tatą... zaczynałam wątpić, że kiedykolwiek mnie znajdzie, że w ogóle szuka. Harry miał rację, on mnie nie kochał. Dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Ależ ja byłam głupia! Płakać mi się chciało za każdym razem kiedy sobie o tym przypomniałam.


Kątem oka spojrzałam na ubrania, które codziennie przygotowywał mi chłopak. Wierzył, że w końcu wstanę z łóżka, mylił się.
Zachciało mi się siku. No nie. Super. Będę musiała wstać. To będzie trudne... Mam nadzieję, że nie będzie go w domu.
Wstałam i zachwiałam się stojąc na własnych nogach od ładnych kilku dni. Podreptałam do rzeczy, które zostawił mi brunet, nie chciałam korzystać z jego pomocy, ale musiałam. Cała śmierdziałam. Przydałby mi się kąpiel, stanowczo.
Przebrałam się i weszłam do kuchni ściskając kciuki aby nie natrafić w niej mojego oprawcy. Tym razem nie miałam szczęścia... czy ja je w ogóle kiedykolwiek mam?
Chłopak stał przy kuchence pichcąc w garnku jakieś jedzenie. Zapach przyciągnąłby nawet największego niejadka na Ziemi! Pycha.
Próbowałam przejść niezauważona, jednak szybko mnie nakrył. Skurczybyk! Uśmiechnął się do mnie i sypnął do patelni szczyptę soli.
-Wreszcie wstałaś...-odezwał się-Myślałem, że już nigdy nie zobaczę cię na stojąco.-jego śmiech zadźwięczał w moich uszach.-Trochę nie znam się na tym...no ten... na gotowaniu.-podrapał się po głowie w zakłopotaniu.-Może spróbujesz?
Mam spróbować? Nie nigdy! Ale z drugiej strony... to tak bosko pachniało.
Zaburczało mi w brzuchu.
Cholera, Styles ty dupku!
Podeszłam do kuchenki i widelcem nałożyłam sobie do buzi coś co wyglądało jak kawałek kurczaka.
Od razu wyplułam to co miałam połknąć.
-To jest okropne!-skrzywiłam się w niesmaku-Mama nie uczyła cię jak się gotuje?-niekontrolowane słowa wydobyły się z moich ust razem ze śmiechem.
Zgromił mnie spojrzeniem, widziałam jak ręce zaciskają mu się w pięści. Zamiast jego ust widziałam na jego twarzy tylko wąską linię w parze z czarnymi oczami. Wkurzył się.
Kurwa! Dałam sobie liścia w twarz, dosłownie i w przenośni. Bardzo żałowałam swoich słów, nie wiem jak mogłam... Było mi go żal... chyba po raz pierwszy. Nie chciałabym być na jego miejscu, z resztą na swoim też bym nie chciała. Jak mogłam zapomnieć, że nigdy nie poznał swoich rodziców?! Idiotka, po prostu idiotka! Na jego miejscu już dawno bym mnie zabiła.
-Yyy... bo wiesz mnie też nie uczyła. Sama musiałam się nauczyć, chociaż nie było mi to zbytnio potrzebne bo codziennie robiła nam obiady nasza gosposia. Ale ty chyba o tym dobrze wiesz, nie? Zmarła jak miałam dziesięć lat.-wyjaśniłam.
-Wiem.-burknął pod nosem.
-Ugotuję coś gdy tylko się wykąpie.-sama nie wierzyłam w to co powiedziałam. Chłopak pobudził się i spojrzał na mnie z zaskoczeniem.-Niech to będą takie... przeprosiny.-wymruczałam.
Przeprosiny?! Co ja najlepszego wyprawiam? On mnie porwał! A ja go chcę przepraszać za moje głupie poczucie humoru.

Tak Chanel, jesteś idiotką. 

Niemal pobiegłam do łazienki. Zamknęłam się na klucz.
Rozebrałam się do naga. Spojrzałam się w stronę lustra, jego odbicie mnie przeraziło. Wyglądałam okropnie. Skura wisiała na mnie jak na jakimś wieszaku. Zamknęłam oczy aby nie patrzeć więcej na ten przykry widok.
Weszłam pod strumień ciepłej brązowawej wody. Czułam jakby obywało mnie ze wspomnień. Ze mną pod prysznicem zostało tylko to co dzieje się teraz i to, że wciąż jestem uwięziona.
Gdy już się wykąpałam i ubrałam znów znalazłam się w kuchni obok próbującego naprawić danie Harrego.
-Daj spokój z tego się już nic nie da zrobić.-jęknęłam bezradnie widząc go krzywiącego się na smak jedzenia.-Możesz to od razu wywalić.
Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Zamierzasz gotować?-spytał zadzierając pytająco brwi.-Nigdy tego nie robiłaś.
-Może to znaczy, że jeszcze nie wszystko o mnie wiesz...-uśmiechnęłam się lekko i włączyłam gazówkę.
Miał rację nie gotowałam i właściwie nie wiem dlaczego to robię... i to jeszcze dla takiego kogoś...

Oj głupiaś, Chanel, głupiaś.


Zrobiłam omlety, chociaż zastanawiało mnie skąd tutaj jajka. Patrzyłam na nie dziwnie gdy wbijałam je do miski, na co brunet powiedział krótkie "No co? Jakbyś się przyjrzała okolicy to spostrzegłabyś, że za domem hoduje kury."
Zasiedliśmy razem do stołu co było dla mnie dziwne, gdyż wcześniej tego nie robiliśmy z wiadomych powodów. Przeszedł po mnie dreszcz na samo wspomnienie, że z kimś takim mogę siedzieć przy jednym stole.
Chłopak dokładnie zbadał jedzenie zanim zaczął jeść.
Uważał, że dołożyłam tam jakieś trutki? Zabawne. A właściwie... dlaczego o tym wcześniej nie pomyślałam? Jaka ja jestem głupia, mogłam go spokojnie otruć! Cholera!
Jako pierwsza zaczęłam jeść. Zdziwiłam się gdy omlet smakował całkiem dobrze. Zdecydowanie marnowałam się w domu.
Zmierzyłam mojego towarzysza wzrokiem widząc iż nadal nie tknął jedzenia. Spojrzał na mnie tym samym krzywym wzrokiem i wziął do ust pierwszy kęs. Chwila prawdy...
Przełknął, nie jest źle... zaczął się uśmiechać, hm całkiem miło.
-To jest przepyszne!-entuzjazm wybuch wraz jego uśmiechem.- Dawno nie jadłem czegoś tak dobrego.-uśmiechnął się nieznacznie.
Moja twarz zalała się rumieńcem. Czułam jak moje policzki aż płoną od swojej czerwoności.
-To tylko omlet...-wyjaśniłam nieśmiało.
-Rumienisz się.-odparł z uśmiechem. Potarł jeden z moich policzków. Jego dotyk był taki przyjemny, a jego spojrzenie sprawiało, że moje policzki robiły się coraz bardziej czerwieńsze, a uśmiech nie znikał z twarzy.-Pięknie wyglądasz. Chciałbym żebyś uśmiechała się tak do mnie codziennie.Jesteś taka piękna...
Skrzywiłam się na te słowa.
Chyba jeszcze nigdy nie słyszałam od żadnego mężczyzny, że jestem piękna. Nikt tak do mnie nie mówił, nawet tata...  Tylko mama wciąż powtarzała, że jestem najcudowniejszym stworzeniem na Ziemi i tylko jej skarbem. Mówiła, że jestem cenniejsza od tych wszystkich diamentów i brylantów, które na co dzień przywoził ojciec. Tak bardzo ją kochałam...
-Co?-spytał zdziwiony.
-Nikt tak do mnie nie mówił. Można by powiedzieć, że tak jakby... jesteś pierwszy.
Zlustrował mnie wzrokiem i czule się uśmiechnął.
-Zasługujesz na to żeby mówić ci to codziennie, Chanel. Jesteś najważniejsza w moim życiu, tylko ty się liczysz.
Oby się nie przeliczył...
Moje policzki znowu zapiekły, ale musiał zdawać sprawę z tego, że i tak ucieknę... a bynajmniej spróbuje.
Po domu rozległ się się stłumiony dźwięk. Strasznie irytująca melodyjka, która zatrzeszczała mi w uszach.
Chłopak zaczął obmacywać swoje dżinsowe spodnie. W końcu z jednej z kieszeń wyjął czarnego smartfona i przystawił go sobie do ucha.
Dopiero teraz zorientowałam się, że przez cały czas nie miałam przy sobie telefonu... to tak jakbym zapomniała, że ktoś odrąbał mi rękę. Schował mi go! Podła świnia!
Chwila zastanowienia, skąd ma tutaj zasięg...
Wyszedł do swojego pokoju. Cicho wstałam i powędrowałam tam gdzie on wcześniej. W drzwiach została mała szpara. Przytuliłam się więc do drzwi oraz szpary w nich i przysłuchiwałam się jego rozmowie.
-Już dawno jesteśmy. Nie masz się o co martwić, Niall...-zapewniał.
Uszy miałam niemal jak radary, jednak i tak nie usłyszałam co mówiła osoba z drugiej strony telefonu.
Kim jest ten Niall? Może on pomoże mi się stąd wydostać?
-Radzę sobie doskonale. Z Chanel też nie jest najgorzej. Nie, nie musisz przyjeżdżać, słyszysz?-warknął.
Tak bardzo chciałam słyszeć co mówił ten chłopak. Z tego co zdołałam usłyszeć to chyba tu przyjedzie... To wspaniale!
-Kurwa, nie masz przyjeżdżać! Masz w domu Meghan... ona na pewno potrzebuje cię na miejscu.-słyszałam jego łamiący głos. Za nic nie chciał, żeby ten ktoś przyjechał tutaj do Australii.
-Uciekła tylko raz i raz próbowała mnie zabić. Wiesz dobrze jak z nią jest.-zaśmiał się do telefonu.-No dobra... jak chcesz.-rzekł zrezygnowany.-Przyjedziesz z Meg?-spytał.
Rozłączył się i z impetem rzucił telefonem o ścianę. Urządzenie rozwaliło się na milion kawałków i spoczęło na podłodze. Spojrzał na to i prychnął wkurzony. Walnął pięścią w ścianę.
Ale na co tyle złości? Przecież ktoś chce nas odwiedzić... normalni ludzie siebie odwiedzają... A no tak zapomniałam, że my nie jesteś my normalni, a już na pewno nie on.
Widziałam, że jest wściekły i próbuje się uspokoić. Co by było gdyby zobaczył mnie podsłuchującą? Nie chcę tego wiedzieć!
Szybko pobiegłam na swoje dawne miejsce.
W ostatnim momencie usiadłam. Uff.
Loczkowaty oparł się o framugę i skupił na mnie swoją uwagę.
Myślałam, że zaraz mnie zeżre swoim krwiożerczym spojrzeniem. Po moim ciele przeszły ciarki.
-Nie podsłuchiwałaś czasem?-przymknął oczy analizując moją reakcję.
Przez chwilę tkwiłam w ciszy. Nie chciałam kłamać, nie lubiłam tego robić, ale nie chciałam powiedzieć prawdy.
-W sumie to mówiłeś troszkę głośno i... jakoś tak wyszło.-wymamrotałam.
Usiadł obok mnie do swojego niedojedzonego omleta.
-Będziemy mieli gości.-rzekł niemrawo.
Uhu! Mamy co świętować!
-Nie cieszysz się?-spytałam próbując ukryć swoje zadowolenie.
-A widzisz żebym się cieszył?-wzruszyłam ramionami, a mój towarzysz dokończył spożywanie swojego posiłku.-Przepyszne.-wymruczał.
-Tobie za to wiele brakuje do miana kucharza.-odpowiedziałam złośliwie.
-Zołza.-skwitował szczerząc się do mnie.
Chwilę myślałam. Może to będzie ten moment? Ten, którym dowiem się jak się tutaj znalazłam? Chociaż boję się zacząć ten temat, gdyż widziałam dzisiaj, że ten człowiek jest nieobliczalny! Wściekł się dwa razy w ciągu jednego dnia. To zabawne, ale bałam się go, a bardziej od niego bałam się tego, że już nigdy nie wrócę do domu...
-Jak mnie tu przywiozłeś?-spytałam nagle nawet nie wiem kiedy słowa wydobyły się z moich ust.
Brunet niemal zadławił się przełykanym jedzeniem. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma nadal się krztusząc.
-Na pewno chcesz to wiedzieć?-pokiwałam głową.-Jesteś tego pewna?
Spojrzałam na niego wyczerpanym wzrokiem, przewrócił oczami i głośno westchnął.


Chyba nie do końca wiedział jak zabrać się za tą rozmowę. Kilka razy otworzył usta, ale zaraz potem ją zamykał nie wiedząc co powiedzieć. Zaczynałam się bać. Może w tej historii było coś czego bym się kompletnie nie spodziewała? No mów, Harry, mów!
-Wiesz już o tym, że prześledziłem prawie połowę twojego życia- zaczął -wiedziałem czego zazdrościsz innym koleżankom. Wiedziałem jak bardzo chcesz być taka jak one... zdzirowata. Jak bardzo pragniesz mieć chłopaka. Nie rozumiałem tego w ogóle.
A no tak! Z tego wszystkiego zapomniałam, że wciąż jestem dziewicą! Super, że mi to przypomniał bo bez tej informacji nie mogłabym żyć...
-W końcu musiałaś wybuchnąć i iść do tego klubu, a ja dokładnie wiedziałem kiedy. W sumie... jak cię poznałem to okazało się, że kobiety wcale nie są takie skomplikowane.-wyszczerzył się do mnie.
Co ci tak do śmiechu, baranie?
-Kilka lat wcześniej już mniej więcej planowałem jak będzie wyglądał dojazd tutaj. To było łatwe. Gdy już przyszłaś do tego klubu wsypałem ci trochę narkotyków do drinka.-opowiadał to jak gdyby nigdy nic! Kurwa, on przecież dosypał mi jakiegoś gówna do drinka!
-A ci gostkowie przed klubem?
-Wynajęci.-wzruszył ramionami.-Musiałem jakoś zdobyć twoje zaufanie, a wiedziałem, że jesteś romantyczką... w sumie nic dziwnego każdy jest na swój sposób jest romantyczny.-uśmiechnął się do mnie.
On nie był.
-Przewiezienie ci prywatnym samolotem nie sprawiało większego problemu. A potem to już tylko z górki, trafienie tutaj samochodem...
Chwila, moment... Prywatny samolot? Co?!
-Jesteś nienormalny!-wykrzyczałam mu w twarz, on tylko się zaśmiał.
-Ty też.-uciął krótko.-Chcesz coś jeszcze wiedzieć?
Światło padające z okna oświetlało jego twarz, gdy bardziej mu się przyglądałam coraz mniej wyglądał na przestępce... raczej bardziej na zbuntowanego nastolatka.
Nie wiem jak mogłam się w to wszystko wpakować. Co ja w nim widziałam tamtego wieczoru? Dlaczego do jasnej cholery moje życie jest takie porąbane?!
-Jak na to wszystko zarobiłeś?-wymamrotałam.
Przecież musiał mieć pieniądze żeby tak ekskluzywnie wyposażyć dom. W sumie to nie było to co miałam u siebie, ale niewiele mu do niego brakowało. Żeby na takie coś zarobić trzeba by być co najmniej biznesmenem, a w tym czasie przecież jeszcze musiał mnie obserwować. I jeszcze ten samolot. Dziwne...
-Gdy byłem pewny, że chce cię wywieźć musiałem znaleźć pracę. Po długich poszukiwaniach znalazłem kilku chłopaków, którzy tak samo jak ja nie znaleźli dla siebie pracy. Spróbowaliśmy założyć zespół, udało się mimo, że zdawało nam się, że kompletnie nie umiemy śpiewać. Byliśmy dobrzy, chyba najlepsi wśród boysbandów na całym świecie. Wiedziałem jakiej muzyki słuchasz więc byłem pewny, że nie zainteresujesz się naszym zespołem.To zabawne, ale przez trzy lata zarobiłem tyle pieniędzy, że wystarczy nam do końca życia. Po krótkim czasie zauważyłem z jakimi ludźmi musiałem się obchodzić prawie codziennie... Byli fałszywi, jak większość na tym świecie. Wyjątkiem był Niall, on jako jedyny zawsze mnie wspierał, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest moim przyjacielem. Pomagał mi przywieźć tutaj wszystkie materiały na budowę.Często obserwowaliśmy ciebie.-zaśmiał się na swoje wspomnienia. Przewróciłam oczami.
W sumie to było mi to już obojętne kto mnie obserwował czy podglądał, przyzwyczaiłam się do tego faktu.
-To właśnie on tutaj przyjedzie.-westchnął głęboko.
Niall-  imię mojego wybawienia. W końcu będę wolna!
-Sam zbudowałeś to wszystko?-wbiłam w niego pytający wzrok.
-Nie-roześmiał się- przywiozłem tutaj ekipę budowlaną co było trudne w tych terenach. Wszystko musiało być idealne na nasz przyjazd.
-To głupie.
-Dla miłości popełnia się różne głupoty...
____________________________
Jak widzicie pojawił się wzmianka o 1D. Jednak to nie jest głowny temat bloga więc uważam, że nie będę wam więcej tym zaprzątać głowy. No i ten... piszcie co sądzicie o tym rozdziale.