niedziela, 3 maja 2015

7. "I love you"

   Obudziły mnie straszne jęki. Była noc. Jeszcze inne przeraźliwe dźwięki wydostawały się z za okna. Grzmiało, a co jakiś czas pojawiały się jasne światła.
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jęki, które mnie obudziły były moje... Wydawałam te dziwne odgłosy słysząc burzę.
Strasznie się jej bałam. Nie wiem czy jest coś gorszego od tego zjawiska. Żadne słowa nie mogą opisać tego jak czuję się podczas, gdy zaczyna trzaskać piorunami. A burze w Australii? To zupełnie nie do zniesienia. Czułam jakby zaraz miało trafić w nasz dom. Jakby miał spłonąć i zatopić w tej ognistej ziemi.
Skuliłam się i owinęłam kołdrą. Cała drżałam.
Burza była dosłownie nade mną. Czułam jej obecność, w wyładowaniach energii. Nie padało. To chyba źle... Z resztą sama nie wiem.
Próbowałam zasnąć. Jeszcze mocniej przytuliłam się do pierzyny, jakby to miało mi w czymś pomóc. Nie czułam się bezpiecznie.
Zamknęłam oczy i liczyłam barany. Przy każdym uderzeniu pioruna podskakiwałam na łóżku. Byłam przerażona. Słyszałam jak ziarenka piasku uderzają w szyby. Niczym grad. Czasem wydawało mi się, że zaczynają pękać. Wiatr kołysał wszystkim na różne strony świata, a ja nie mogłam przestać o tym myśleć.
Usłyszałam jakieś stłumione dźwięki, zaraz potem skrzypnięcie podłogi. Poczułam jak łóżko ugina się pode mną, a właściwie obok mnie.
Jego obecność... była mi wtedy potrzebna. Aż dziwne. Lecz ja nie mogłam tego powstrzymać.
Objął mnie swoimi ramionami i nie puszczał. Wtuliłam się w niego. Wiem, że nie powinnam, ale jestem człowiekiem i jak każdy człowiek mam swoje słabości. Burza, właśnie ona jest moją słabością, a on dobrze o tym wiedział. Wykorzystał to.
Poczułam ciepło bijące od niego. Wszystko ucichło, burza ucichła, lecz wiem, że ona była, tylko nie zwracałam na nią uwagi. Przez niego, przez jego obecność.
-Nie pozwolę cię skrzywdzić, maleńka.-wyszeptał.-Nigdy, nikomu.-wtulił się we mnie.-Ze mną będziesz bezpieczna. Już na zawsze.
Słowa zadziałały jak kołysanka, otulona jego ciałem zasnęłam.


Minęło już kilka dni od przyjazdu Nialla. Nadal się stąd nie wydostałam. Wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że wciąż tu jestem. Już dawno powinnam być w domu. Z resztą... jest jakiś sens wracać tam? Czasem naprawdę w to wątpię.
Nie raz muszę odezwać się do Harrego bo przecież nie ma tutaj nikogo innego do kogo mogłabym otworzyć gębę. To dziwne, że kiedyś paplałam jak najęta z wszystkimi, a teraz zamienię dosłownie trzy słowa dziennie z jedną osobą.
Usiadłam przy stole w kuchni. Brunet akurat zmywał naczynia.
Każda chciałaby mieć chłopaka, który robi dla niej wszystko, sprząta, gotuje, zajmuje się, traktuje jak księżniczkę. Dlaczego ja nie?!
Obserwowałam go w tym pozornie łatwym obowiązku domowym. Już od dłuższego czasu próbował domyć patelnie, męczył się i męczył a brud wciąż nie ustępował. Niezdarnie obmywał przedmiot, a litry wody wylały się na jego koszulkę. Mruknął pod nosem kilka przekleństw i zdjął koszulkę nie zważając na moją obecność.
Z wyczerpaniem zabrał się za mycie reszty brudnych naczyń.
Kątem oka spojrzałam na jego sylwetkę. Jeszcze nie widziałam na żywo takiego ciała. Było takie umięśnione! Wyglądał jak świeżo wyjęty z fotoshopa. To ciało, takie seksowne...
Chyba gapiłam się na niego o pół godziny za długo bo widział to. Uśmiechnął się do mnie, gdy chciałam niezauważenie odwrócić wzrok. Serce zabiło mi mocniej.
-To wszystko twoje. Możesz się patrzeć ile chcesz. Dla ciebie to robiłem.-rzekł.-Chyba nie chciałaś mieć w domu brzydkiej, chudej pokraki, co?
Wolałabym go w ogóle nie mieć. Jednak to jak wyglądał robiło na mnie wrażenie.
Nie rozumiem dlaczego tak się poświęca i to jeszcze dla mnie, dla osoby, która nie raz z uśmiechem myślała o jego śmierci.


W końcu postanowiłam wyjść na świeże powietrze, wiem, że za wiele czasu spędzam w domu.
Gdy ujrzałam Australijską naturę było już ciemno.
Chłód delikatnie muskał moją skórę. Usiadłam na jeszcze ciepłym piasku. Swój wzrok skoncentrowałam na księżycu, który wyróżniał się wśród wszystkich gwiazd swoim światłem. Pierwszy raz widziałam niebo tak dokładnie. Było czyste, bez żadnych samolotów czy paralotni.
Życie tutaj płynęło naprawdę spokojnie, cisza przelatywała z miejsca na miejsce wciąż będąc blisko mnie. Nie wiedziałam, że nocą może być tu tak pięknie, tak przyjemnie. To wszystko sprzyjało przemyśleniom, ale nie miałam czasu rozmyślać ani marzyć, chciałam korzystać z chwili, która była wyjątkowo przyjemna jak na to miejsce.
Coś zaszeleściło za mną. Nie odwróciłam się, wciąż spoglądałam na księżyc i jego liczne kratery wyglądające jak dziury w moim ulubionym serze.
Poczułam materiał na sobie. Miękki koc otulił moje ramiona. Chłopak usiadł obok mnie, również patrząc na światła na niebie.
-Dziękuję.-szepnęłam zagłębiając się w cieple materiału. Spojrzał na mnie z czułością.
-Powiedziałaś to słowo pierwszy raz od kiedy tu jesteśmy.-spostrzegł słusznie. I znów przeniósł swój wzrok tam gdzie ja.
Jego oddech był równy z moim, słyszałam nawet to w tej ciszy.
Gdzieś niedaleko przepełznął wąż, a koło mnie zabzyczała mucha.
-Piękne to miejsce.-stwierdził patrząc mi w oczy.-Prawie tak piękne jak ty.
O wiele piękniejsze ode mnie, chyba jeszcze tego nie może zrozumieć...
Moje mrużące się powieki otworzyło głośne wycie. Wzdrygnęłam się na co Harry tylko się zaśmiał.
-To dingo.-wyjaśnił.-Tutejszy pies. Jego wycie daje znak zwierzętom, że pora spać...-wgapił się gdzieś daleko, gdzie dosięgał jego wzrok, a mój już niestety nie.-Tak to sobie tłumaczę.-kątem oka spojrzał na mnie.-Ale chyba naprawdę pora już spać.- jeden z jego kącików ust uniósł do góry, widziałam to nawet w takiej ciemności.
-Nie.-ziewnęłam na co chłopak od razu się zaśmiał.
-Chodź, zbieramy się. Robi się zimno.-wstał z ziemi i spojrzał na mnie wyczekująco.
Nie miałam zamiaru wstać, chciałam zostać na noc na dworze. Miałam wrażenie, że to mi dobrze zrobi.
-Nieeee.-jęknęłam sennie. Chłopak popatrzył na mnie pytająco.-Zostań ze mną.-poprosiłam choć wcale nie wiedziałam co wyprawiałam, chyba mnie konkretnie powaliło, ale nic na to nie poradzę. Najwyraźniej tak chce coś w środku mnie, jeszcze nie wiem co, ale się dowiem... kiedyś.
Brunet usiadł z powrotem na swoje miejsce i kierując wzrok na mnie uśmiechnął się. Zobaczyłam małe wgłębienia w jego policzkach, których nie dostrzegłam wcześniej. Miał dołeczki, coś co mimo mojego dziwnego gustu podobało się w chłopakach. To było dosyć... słodkie.
Znów zauważył, że się mu przyglądam, z jego twarzy zniknął uśmiech, a pojawił się nieprzyjemny grymas.
-Proszę, nie patrz się na mnie, gdy się uśmiecham.-wymruczał niemrawo.
-Czemu? Twoje dołeczki są przeurocze.-stwierdziłam nadal mu się przyglądając. Skrzywił się na wypowiedziane przeze mnie słowa.
No co? Nie kłamałam.
-Nienawidzę ich. Ale jeśli ty je lubisz...
-Rozkazuję ci je polubić.-zachichotałam na co on zareagował podobnie.
Ocierał dłońmi swoje gołe ramiona, próbując się rozgrzać potem spojrzał na mnie i mój koc. Przeczuwałam, że było mu zimno.
-Podzielisz się kocem?-spytał przysuwając się bliżej mnie, na mniej bezpieczną odległość i co chwila zerkając na moje nakrycie.
-Mam dzisiaj dzień dobroci dla zwierząt, więc chyba wypada.-roześmiałam się. Podałam mu jeden z końców koca i przysunęłam do niego aby materiał w pełni nas okrywał. Stykałam się z nim rękoma.
Ziewnęłam. I oparłam się o jego ramie, chyba ze zmęczenia. Miałam ochotę zasnąć tu i teraz.
Poczułam jak napinają mu się wszystkie mięśnie.
Oparł moją głowę na swoje kolana i głaskał mnie po głowie. Bawił się moimi włosami i muskał opuszkami palców po policzku, pozwalałam mu na to, kompletnie nie wiedząc dlaczego.
-Kocham cię.-wyszeptał i złożył na moim czole miękki pocałunek.-Dobranoc.
I zasnęłam, kolejny raz w jego objęciach.
____________________________
W tym rozdziale nie ma ani muzyki ani gifów. Dlaczego? Uważam, że ten rozdział jest taki inny, na swój sposób magiczny... Nie chciałam psuć go niedobranymi gifami czy równie niedobraną piosenką. Liczę, że przeczytaliście ten rozdział bez piosenki, w pełnym skupieniu i ciszy. Jeśli nie, wywalcie swojego irytującego brata czy siostrę przez okno (taki żarcik), wyłączcie nowy hit muzyczny, który akurat znaleźliście na youtube i przeczytajcie ten rozdział jeszcze raz. :)
Pytania do rozdziału: Czy Chanel będzie już taka zawsze? Może pogodziła się ze swoim losem? Czy Chanel zaakceptuje to, że już nigdy się nie uwolni? Czy będzie próbowała uciekać?
Śmiało piszcie w komentarzach.

10 komentarzy

  1. Hej <3
    Ja niestety czytałam ten rozdział przy piosence, ale na swój sposób pasowała do tego rozdziału. Była trochę spokojna, wyrażała miliony uczuć i dodawała uroku :) Rozdział mi się podoba, chociaż jak dla mnie Harry na zawsze pozostanie świrem. Nie interesuje mnie to, że się stara i te bzdety. Ale z tym kocem muszę przyznać, że był uroczy! Może szybciej polubiłabym go, gdyby nie powiadał te swoje dziwne rzeczy. Np. "To wszystko twoje. Możesz się patrzeć ile chcesz. Dla ciebie to robiłem". Dla mnie jedzie psychopatą na kilometr! No i tak, Chanel pewnie mu kiedyś ulegnie i zaakcpetuje to, przynajmniej tak myślę. Ja na jej miejscu każdej nocy próbowałabym się stąd wyrwać przez okno, serio mówię! Codziennie bym uciekała, albo powiedziała coś w stylu, że jeśli mnie kocha i chce mojego szczęścia, to niech mnie puści wolno, proste XD Nie zostałabym z psychopatą pod jednym dachem, o nie! Ale wiesz, że cię kocham? Hahaha. Czekam na next. Całuję, Weronika :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział był uroczy, naprawdę :) Bardzo miło go się czytało, choć uśmiałam się przy, cytuję - "To wszystko twoje. Możesz się patrzeć ile chcesz. Dla ciebie to robiłem." :D Haha no po prostu cudownie ^^ Rozdział naprawdę dobrze napisany ;3 Strasznie mi się podoba, że są w Australii ;P Również mieszkam w tym kraju i fajnie się czyta, jak opisujesz to kawałkami w swoim opowiadaniu :) Oby tak dalej kochana, dobra robota ;>
    Pozdrawiam i moc buziaków xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten rozdział był uroczy, naprawdę :) Bardzo miło go się czytało, choć uśmiałam się przy, cytuję - "To wszystko twoje. Możesz się patrzeć ile chcesz. Dla ciebie to robiłem." :D Haha no po prostu cudownie ^^ Rozdział naprawdę dobrze napisany ;3 Strasznie mi się podoba, że są w Australii ;P Również mieszkam w tym kraju i fajnie się czyta, jak opisujesz to kawałkami w swoim opowiadaniu :) Oby tak dalej kochana, dobra robota ;>
    Pozdrawiam i moc buziaków xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba jeden z najlepszych rozdziałów. Pisz pisz ;>@zosia_official ^.^

    OdpowiedzUsuń
  5. KOCHAM! KOCHAM ! I JESZCZE RAZ KOCHAM ! ♥Jak dla mnie jeden z najlepszych blogów jakie czytałam ! Kiedy kolejny rodzial ?! ♥♡@love_hariana:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Boze super, po prostu brak słów, nie wiem co mam napisać , to jest extra , życzę weny i do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  7. cud miód i malina :D czekam na nexta :*:) x / Emily

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej Rozdział wymiata serio... wkręciłaś mnie tym teraz tylko czytam i czytam ! zamiast się uczyć ! ale nie żałuje bo zarypisty ! + dodaje się do obserwatorów
    i zapraszam do koleżanki możne ci tez się spodoba JEST O PORWANEJ DZIEWCZYNIE
    http://rose-abducted.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojejciu, jaki uroczy ten rozdział. Czekałam na ten dzień kiedy wspomnisz o jego dołeczkach, co jak co ale nawet zołza Chanel im musi ulec ;) Cóż tu więcej powiedzieć, nie potrafię się do niczego przyczepić ale znam osobę która to zrobi, także... czekam na następne tego typu rozdziały x

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyno to jest nie do opisania ! Tak bardzo jej zazdroszczę, to jest głupie, ale prawdziwe! Cholera czemu życie nie jest takie jak w ff? I te wspaniałe teksty ''Wyglądał jak świeżo wyjęty z fotoshopa.'' Jeny uwielbiam to opowiadanie po stokroć!!!

    OdpowiedzUsuń