środa, 15 kwietnia 2015

4. "Are you sure?"



   Przez kilka dni leżałam kompletnie sama w łóżku. Nigdzie się nie ruszałam. Próbowałam sobie to wszystko jakoś ułożyć w głowie. Nie dawałam rady... to wszystko było dla mnie takie niepojęte. To wszystko co powiedział. Nie wiem nawet ile tutaj jestem. Może pięć dni, może sześć... może dziesięć? Kompletnie straciłam poczucie czasu.
Z tego co wiem to chyba chudłam, zdecydowanie chudłam. Czułam jak żebra wbijają mi się w skórę. Harry codziennie przychodził do mnie z jedzeniem i piciem, błagał mnie abym zjadła chociaż kęs, ale odpowiadało mu tylko moje milczenie. Nie wiem w ogóle co sobie wyobrażałam... że wygłodzę się na śmierć? Może bardziej na to, że żołądek mi w końcu pęknie i skończą się moje męki. Próbowałam przypomnieć sobie różne smaki na przykład moje ulubione hamburgery serwowane w budce za rogiem mojego domu. Mmm.
Tęskniłam za tatą... zaczynałam wątpić, że kiedykolwiek mnie znajdzie, że w ogóle szuka. Harry miał rację, on mnie nie kochał. Dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Ależ ja byłam głupia! Płakać mi się chciało za każdym razem kiedy sobie o tym przypomniałam.


Kątem oka spojrzałam na ubrania, które codziennie przygotowywał mi chłopak. Wierzył, że w końcu wstanę z łóżka, mylił się.
Zachciało mi się siku. No nie. Super. Będę musiała wstać. To będzie trudne... Mam nadzieję, że nie będzie go w domu.
Wstałam i zachwiałam się stojąc na własnych nogach od ładnych kilku dni. Podreptałam do rzeczy, które zostawił mi brunet, nie chciałam korzystać z jego pomocy, ale musiałam. Cała śmierdziałam. Przydałby mi się kąpiel, stanowczo.
Przebrałam się i weszłam do kuchni ściskając kciuki aby nie natrafić w niej mojego oprawcy. Tym razem nie miałam szczęścia... czy ja je w ogóle kiedykolwiek mam?
Chłopak stał przy kuchence pichcąc w garnku jakieś jedzenie. Zapach przyciągnąłby nawet największego niejadka na Ziemi! Pycha.
Próbowałam przejść niezauważona, jednak szybko mnie nakrył. Skurczybyk! Uśmiechnął się do mnie i sypnął do patelni szczyptę soli.
-Wreszcie wstałaś...-odezwał się-Myślałem, że już nigdy nie zobaczę cię na stojąco.-jego śmiech zadźwięczał w moich uszach.-Trochę nie znam się na tym...no ten... na gotowaniu.-podrapał się po głowie w zakłopotaniu.-Może spróbujesz?
Mam spróbować? Nie nigdy! Ale z drugiej strony... to tak bosko pachniało.
Zaburczało mi w brzuchu.
Cholera, Styles ty dupku!
Podeszłam do kuchenki i widelcem nałożyłam sobie do buzi coś co wyglądało jak kawałek kurczaka.
Od razu wyplułam to co miałam połknąć.
-To jest okropne!-skrzywiłam się w niesmaku-Mama nie uczyła cię jak się gotuje?-niekontrolowane słowa wydobyły się z moich ust razem ze śmiechem.
Zgromił mnie spojrzeniem, widziałam jak ręce zaciskają mu się w pięści. Zamiast jego ust widziałam na jego twarzy tylko wąską linię w parze z czarnymi oczami. Wkurzył się.
Kurwa! Dałam sobie liścia w twarz, dosłownie i w przenośni. Bardzo żałowałam swoich słów, nie wiem jak mogłam... Było mi go żal... chyba po raz pierwszy. Nie chciałabym być na jego miejscu, z resztą na swoim też bym nie chciała. Jak mogłam zapomnieć, że nigdy nie poznał swoich rodziców?! Idiotka, po prostu idiotka! Na jego miejscu już dawno bym mnie zabiła.
-Yyy... bo wiesz mnie też nie uczyła. Sama musiałam się nauczyć, chociaż nie było mi to zbytnio potrzebne bo codziennie robiła nam obiady nasza gosposia. Ale ty chyba o tym dobrze wiesz, nie? Zmarła jak miałam dziesięć lat.-wyjaśniłam.
-Wiem.-burknął pod nosem.
-Ugotuję coś gdy tylko się wykąpie.-sama nie wierzyłam w to co powiedziałam. Chłopak pobudził się i spojrzał na mnie z zaskoczeniem.-Niech to będą takie... przeprosiny.-wymruczałam.
Przeprosiny?! Co ja najlepszego wyprawiam? On mnie porwał! A ja go chcę przepraszać za moje głupie poczucie humoru.

Tak Chanel, jesteś idiotką. 

Niemal pobiegłam do łazienki. Zamknęłam się na klucz.
Rozebrałam się do naga. Spojrzałam się w stronę lustra, jego odbicie mnie przeraziło. Wyglądałam okropnie. Skura wisiała na mnie jak na jakimś wieszaku. Zamknęłam oczy aby nie patrzeć więcej na ten przykry widok.
Weszłam pod strumień ciepłej brązowawej wody. Czułam jakby obywało mnie ze wspomnień. Ze mną pod prysznicem zostało tylko to co dzieje się teraz i to, że wciąż jestem uwięziona.
Gdy już się wykąpałam i ubrałam znów znalazłam się w kuchni obok próbującego naprawić danie Harrego.
-Daj spokój z tego się już nic nie da zrobić.-jęknęłam bezradnie widząc go krzywiącego się na smak jedzenia.-Możesz to od razu wywalić.
Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Zamierzasz gotować?-spytał zadzierając pytająco brwi.-Nigdy tego nie robiłaś.
-Może to znaczy, że jeszcze nie wszystko o mnie wiesz...-uśmiechnęłam się lekko i włączyłam gazówkę.
Miał rację nie gotowałam i właściwie nie wiem dlaczego to robię... i to jeszcze dla takiego kogoś...

Oj głupiaś, Chanel, głupiaś.


Zrobiłam omlety, chociaż zastanawiało mnie skąd tutaj jajka. Patrzyłam na nie dziwnie gdy wbijałam je do miski, na co brunet powiedział krótkie "No co? Jakbyś się przyjrzała okolicy to spostrzegłabyś, że za domem hoduje kury."
Zasiedliśmy razem do stołu co było dla mnie dziwne, gdyż wcześniej tego nie robiliśmy z wiadomych powodów. Przeszedł po mnie dreszcz na samo wspomnienie, że z kimś takim mogę siedzieć przy jednym stole.
Chłopak dokładnie zbadał jedzenie zanim zaczął jeść.
Uważał, że dołożyłam tam jakieś trutki? Zabawne. A właściwie... dlaczego o tym wcześniej nie pomyślałam? Jaka ja jestem głupia, mogłam go spokojnie otruć! Cholera!
Jako pierwsza zaczęłam jeść. Zdziwiłam się gdy omlet smakował całkiem dobrze. Zdecydowanie marnowałam się w domu.
Zmierzyłam mojego towarzysza wzrokiem widząc iż nadal nie tknął jedzenia. Spojrzał na mnie tym samym krzywym wzrokiem i wziął do ust pierwszy kęs. Chwila prawdy...
Przełknął, nie jest źle... zaczął się uśmiechać, hm całkiem miło.
-To jest przepyszne!-entuzjazm wybuch wraz jego uśmiechem.- Dawno nie jadłem czegoś tak dobrego.-uśmiechnął się nieznacznie.
Moja twarz zalała się rumieńcem. Czułam jak moje policzki aż płoną od swojej czerwoności.
-To tylko omlet...-wyjaśniłam nieśmiało.
-Rumienisz się.-odparł z uśmiechem. Potarł jeden z moich policzków. Jego dotyk był taki przyjemny, a jego spojrzenie sprawiało, że moje policzki robiły się coraz bardziej czerwieńsze, a uśmiech nie znikał z twarzy.-Pięknie wyglądasz. Chciałbym żebyś uśmiechała się tak do mnie codziennie.Jesteś taka piękna...
Skrzywiłam się na te słowa.
Chyba jeszcze nigdy nie słyszałam od żadnego mężczyzny, że jestem piękna. Nikt tak do mnie nie mówił, nawet tata...  Tylko mama wciąż powtarzała, że jestem najcudowniejszym stworzeniem na Ziemi i tylko jej skarbem. Mówiła, że jestem cenniejsza od tych wszystkich diamentów i brylantów, które na co dzień przywoził ojciec. Tak bardzo ją kochałam...
-Co?-spytał zdziwiony.
-Nikt tak do mnie nie mówił. Można by powiedzieć, że tak jakby... jesteś pierwszy.
Zlustrował mnie wzrokiem i czule się uśmiechnął.
-Zasługujesz na to żeby mówić ci to codziennie, Chanel. Jesteś najważniejsza w moim życiu, tylko ty się liczysz.
Oby się nie przeliczył...
Moje policzki znowu zapiekły, ale musiał zdawać sprawę z tego, że i tak ucieknę... a bynajmniej spróbuje.
Po domu rozległ się się stłumiony dźwięk. Strasznie irytująca melodyjka, która zatrzeszczała mi w uszach.
Chłopak zaczął obmacywać swoje dżinsowe spodnie. W końcu z jednej z kieszeń wyjął czarnego smartfona i przystawił go sobie do ucha.
Dopiero teraz zorientowałam się, że przez cały czas nie miałam przy sobie telefonu... to tak jakbym zapomniała, że ktoś odrąbał mi rękę. Schował mi go! Podła świnia!
Chwila zastanowienia, skąd ma tutaj zasięg...
Wyszedł do swojego pokoju. Cicho wstałam i powędrowałam tam gdzie on wcześniej. W drzwiach została mała szpara. Przytuliłam się więc do drzwi oraz szpary w nich i przysłuchiwałam się jego rozmowie.
-Już dawno jesteśmy. Nie masz się o co martwić, Niall...-zapewniał.
Uszy miałam niemal jak radary, jednak i tak nie usłyszałam co mówiła osoba z drugiej strony telefonu.
Kim jest ten Niall? Może on pomoże mi się stąd wydostać?
-Radzę sobie doskonale. Z Chanel też nie jest najgorzej. Nie, nie musisz przyjeżdżać, słyszysz?-warknął.
Tak bardzo chciałam słyszeć co mówił ten chłopak. Z tego co zdołałam usłyszeć to chyba tu przyjedzie... To wspaniale!
-Kurwa, nie masz przyjeżdżać! Masz w domu Meghan... ona na pewno potrzebuje cię na miejscu.-słyszałam jego łamiący głos. Za nic nie chciał, żeby ten ktoś przyjechał tutaj do Australii.
-Uciekła tylko raz i raz próbowała mnie zabić. Wiesz dobrze jak z nią jest.-zaśmiał się do telefonu.-No dobra... jak chcesz.-rzekł zrezygnowany.-Przyjedziesz z Meg?-spytał.
Rozłączył się i z impetem rzucił telefonem o ścianę. Urządzenie rozwaliło się na milion kawałków i spoczęło na podłodze. Spojrzał na to i prychnął wkurzony. Walnął pięścią w ścianę.
Ale na co tyle złości? Przecież ktoś chce nas odwiedzić... normalni ludzie siebie odwiedzają... A no tak zapomniałam, że my nie jesteś my normalni, a już na pewno nie on.
Widziałam, że jest wściekły i próbuje się uspokoić. Co by było gdyby zobaczył mnie podsłuchującą? Nie chcę tego wiedzieć!
Szybko pobiegłam na swoje dawne miejsce.
W ostatnim momencie usiadłam. Uff.
Loczkowaty oparł się o framugę i skupił na mnie swoją uwagę.
Myślałam, że zaraz mnie zeżre swoim krwiożerczym spojrzeniem. Po moim ciele przeszły ciarki.
-Nie podsłuchiwałaś czasem?-przymknął oczy analizując moją reakcję.
Przez chwilę tkwiłam w ciszy. Nie chciałam kłamać, nie lubiłam tego robić, ale nie chciałam powiedzieć prawdy.
-W sumie to mówiłeś troszkę głośno i... jakoś tak wyszło.-wymamrotałam.
Usiadł obok mnie do swojego niedojedzonego omleta.
-Będziemy mieli gości.-rzekł niemrawo.
Uhu! Mamy co świętować!
-Nie cieszysz się?-spytałam próbując ukryć swoje zadowolenie.
-A widzisz żebym się cieszył?-wzruszyłam ramionami, a mój towarzysz dokończył spożywanie swojego posiłku.-Przepyszne.-wymruczał.
-Tobie za to wiele brakuje do miana kucharza.-odpowiedziałam złośliwie.
-Zołza.-skwitował szczerząc się do mnie.
Chwilę myślałam. Może to będzie ten moment? Ten, którym dowiem się jak się tutaj znalazłam? Chociaż boję się zacząć ten temat, gdyż widziałam dzisiaj, że ten człowiek jest nieobliczalny! Wściekł się dwa razy w ciągu jednego dnia. To zabawne, ale bałam się go, a bardziej od niego bałam się tego, że już nigdy nie wrócę do domu...
-Jak mnie tu przywiozłeś?-spytałam nagle nawet nie wiem kiedy słowa wydobyły się z moich ust.
Brunet niemal zadławił się przełykanym jedzeniem. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma nadal się krztusząc.
-Na pewno chcesz to wiedzieć?-pokiwałam głową.-Jesteś tego pewna?
Spojrzałam na niego wyczerpanym wzrokiem, przewrócił oczami i głośno westchnął.


Chyba nie do końca wiedział jak zabrać się za tą rozmowę. Kilka razy otworzył usta, ale zaraz potem ją zamykał nie wiedząc co powiedzieć. Zaczynałam się bać. Może w tej historii było coś czego bym się kompletnie nie spodziewała? No mów, Harry, mów!
-Wiesz już o tym, że prześledziłem prawie połowę twojego życia- zaczął -wiedziałem czego zazdrościsz innym koleżankom. Wiedziałem jak bardzo chcesz być taka jak one... zdzirowata. Jak bardzo pragniesz mieć chłopaka. Nie rozumiałem tego w ogóle.
A no tak! Z tego wszystkiego zapomniałam, że wciąż jestem dziewicą! Super, że mi to przypomniał bo bez tej informacji nie mogłabym żyć...
-W końcu musiałaś wybuchnąć i iść do tego klubu, a ja dokładnie wiedziałem kiedy. W sumie... jak cię poznałem to okazało się, że kobiety wcale nie są takie skomplikowane.-wyszczerzył się do mnie.
Co ci tak do śmiechu, baranie?
-Kilka lat wcześniej już mniej więcej planowałem jak będzie wyglądał dojazd tutaj. To było łatwe. Gdy już przyszłaś do tego klubu wsypałem ci trochę narkotyków do drinka.-opowiadał to jak gdyby nigdy nic! Kurwa, on przecież dosypał mi jakiegoś gówna do drinka!
-A ci gostkowie przed klubem?
-Wynajęci.-wzruszył ramionami.-Musiałem jakoś zdobyć twoje zaufanie, a wiedziałem, że jesteś romantyczką... w sumie nic dziwnego każdy jest na swój sposób jest romantyczny.-uśmiechnął się do mnie.
On nie był.
-Przewiezienie ci prywatnym samolotem nie sprawiało większego problemu. A potem to już tylko z górki, trafienie tutaj samochodem...
Chwila, moment... Prywatny samolot? Co?!
-Jesteś nienormalny!-wykrzyczałam mu w twarz, on tylko się zaśmiał.
-Ty też.-uciął krótko.-Chcesz coś jeszcze wiedzieć?
Światło padające z okna oświetlało jego twarz, gdy bardziej mu się przyglądałam coraz mniej wyglądał na przestępce... raczej bardziej na zbuntowanego nastolatka.
Nie wiem jak mogłam się w to wszystko wpakować. Co ja w nim widziałam tamtego wieczoru? Dlaczego do jasnej cholery moje życie jest takie porąbane?!
-Jak na to wszystko zarobiłeś?-wymamrotałam.
Przecież musiał mieć pieniądze żeby tak ekskluzywnie wyposażyć dom. W sumie to nie było to co miałam u siebie, ale niewiele mu do niego brakowało. Żeby na takie coś zarobić trzeba by być co najmniej biznesmenem, a w tym czasie przecież jeszcze musiał mnie obserwować. I jeszcze ten samolot. Dziwne...
-Gdy byłem pewny, że chce cię wywieźć musiałem znaleźć pracę. Po długich poszukiwaniach znalazłem kilku chłopaków, którzy tak samo jak ja nie znaleźli dla siebie pracy. Spróbowaliśmy założyć zespół, udało się mimo, że zdawało nam się, że kompletnie nie umiemy śpiewać. Byliśmy dobrzy, chyba najlepsi wśród boysbandów na całym świecie. Wiedziałem jakiej muzyki słuchasz więc byłem pewny, że nie zainteresujesz się naszym zespołem.To zabawne, ale przez trzy lata zarobiłem tyle pieniędzy, że wystarczy nam do końca życia. Po krótkim czasie zauważyłem z jakimi ludźmi musiałem się obchodzić prawie codziennie... Byli fałszywi, jak większość na tym świecie. Wyjątkiem był Niall, on jako jedyny zawsze mnie wspierał, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jest moim przyjacielem. Pomagał mi przywieźć tutaj wszystkie materiały na budowę.Często obserwowaliśmy ciebie.-zaśmiał się na swoje wspomnienia. Przewróciłam oczami.
W sumie to było mi to już obojętne kto mnie obserwował czy podglądał, przyzwyczaiłam się do tego faktu.
-To właśnie on tutaj przyjedzie.-westchnął głęboko.
Niall-  imię mojego wybawienia. W końcu będę wolna!
-Sam zbudowałeś to wszystko?-wbiłam w niego pytający wzrok.
-Nie-roześmiał się- przywiozłem tutaj ekipę budowlaną co było trudne w tych terenach. Wszystko musiało być idealne na nasz przyjazd.
-To głupie.
-Dla miłości popełnia się różne głupoty...
____________________________
Jak widzicie pojawił się wzmianka o 1D. Jednak to nie jest głowny temat bloga więc uważam, że nie będę wam więcej tym zaprzątać głowy. No i ten... piszcie co sądzicie o tym rozdziale. 

9 komentarzy

  1. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna, wręcz genialna piosenka. Po raz pierwszy nie wyciszałam głośników podczas czytania tutaj rozdziału :)
    "Oj głupiaś, Chanel, głupiaś" tym cytatem mogłabym podsumować cały rozdział. Wciąż irytuje mnie zachowanie Chan na każdym kroku, ale chyba nikt z nas nie potrafi się postawić w jej aktualnej sytuacji, może stąd to dziwne zachowanie?
    Harry również pokazał w tym rozdziale swoje inne oblicze. Ale wciąż jest #1 dla mnie, na tym blogu.
    Wciągnęła mnie również wzmianka o 1D, pomimo wszystko, jakiejkolwiek muzyki by nie słuchała to i tak jakim cudem nie słyszała o "najlepszym zespołem wśród boysbandów na całym świecie"? Zastanawiające.
    Czekam też niecierpliwie na następny rozdział, chcę poznać Nialla i jego piękną (bo Jade) dziewczynę. Skoro u mnie tak strasznie spodobała się jego postać, tym bardziej jestem ciekawa jak zaprezentujesz go tutaj. :) x

    OdpowiedzUsuń
  3. Hey ! Rozdział jak zawsze nie jest super JEST SUPER-ŚWIETNY ! :D Czekam na nn^^ Ameliaa <33

    OdpowiedzUsuń
  4. NIESAMOWITE! dajesz dalej bo zaraz nie wytrzymam!<3//Kxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz ogromny talent. re opowiadanie jest znakomite. Aż chce się go czytać. Znakomita fabuło i dużo akcji. Mam pytanie czy nie dałabyś rady dodawać częściej rozdziałów bo piszesz genialnie i zawsze kiedy kończę czytać rozdział czuję sie nienasycona bo chciałabym jiż wiedzieć co się będzie działo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo spodobało mi się to opowiadanie, jest cudowne ;) Będę wpadać i czytać kolejne rozdziały ;* Życzę weny i pozdrawiam xx

    Zapraszam również do mnie - http://you-will-always-be-my-property-harry.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I TY MI MÓWISZ, ŻE TO JA JESTEM NIENORMALANA? Woow, w ogoóle woow, nie spodziewałam się takiej fabuły tego opowiadania. Harry to psychopata, normalnie wariat, Jezuu, on jest chyba poważnie chory, że cały czas ją podglądał XD W sumie nie dziwię się, że Chanel się tak zachowuje. Nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu, bo on jest tak jakby jej prześladowcą. On ma na jej punkcie świra, hahaha. Dobra, zobaczymy co się wydarzy jak przyjedzie Niall. I chyba serio też musi być jakimś czubem skoro zgodził się żeby jego przyjaciel odwalił takie coś :D Matko, aż mi brak słów! To jest genialne, hahah. Czekam na next. Pozdrawiam, Weronika z believe-in-the-spirit-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam http://thethreatoflove.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyno to jest genialne! Mogę szczerze powiedzieć, że jest to jeden z lepszych ff, które czytałam! Nie mogę się oderwać! Uwielbiam to opowiadanie, matko nie ma słów żeby wyrazić Twój talent! *.*

    OdpowiedzUsuń