niedziela, 7 czerwca 2015

12."Trust me, please"

 Ubrałam się i opuściłam dom. Musiałam się pooddychać świeżym powietrzem po tym wszystkim.
Z jednej strony nie wiem jak mogłam być tak głupia żeby zrobić coś takiego, ale z drugiej całkowicie siebie rozumiem. Ja... Mnie chyba naprawdę coś łączy z tym człowiekiem...
 Pamięcią sięgnęłam do naszego pierwszego spotkania. Właśnie wtedy poczułam się przy nim naprawdę bezpiecznie, gdy uratował mnie od bandytów. I co z tego, że to wszystko było na niby? Dał mi cholerne odczucie, że nigdy mnie nie zostawi i że, gdy jestem z nim mogę zawsze czuć się bezpieczna. Dobrze jest mieć kogoś przy kim nie będzie odczuwać się paraliżującego strachu.
 Mózg przywołał również moje drugie zetknięcie z Harrym. Gdy z pełnym spokojem zakomunikował mi, iż jesteśmy w domu. Najdziwniejsze jest to, że czuje jakby to właśnie było moje miejsce... Chyba właśnie to przeraża mnie najbardziej... Świadomość, że jest mi tu dobrze i tak naprawdę mam wszystko czego zapragnę, również Harrego.
 "I tak stąd nie uciekniesz"-dokładnie te słowa wypowiedział do mnie, gdy daremno próbowałam uwolnić się z tego miejsca. Wciąż brzęczy mi to w uszach, jakbym musiała to sobie dokładnie zakodować w pamięci. Czyż to nie może być prawdą?
 Tak naprawdę nigdy nie chciałam go skrzywdzić poważnie... Nie potrafię  patrzeć, gdy komuś dzieje się coś złego, a co dopiero jeszcze się do tego przyczyniać. Myślałam, że się przestraszy, zmięknie i wtedy odwiezie mnie do domu.
 Dbał o mnie jak tylko mógł, karmił mnie, sprzątał, chociaż dobrze wiedział, że to mu nie wychodzi. Kurczę, ten człowiek byłby w stanie zabić dla mnie! Nie ważne czego bym nie zrobiła, on i tak mi wybaczy. To czasem mnie przeraża bo niewielu ludzi tak potrafi... w sumie to oprócz Harrego nie znam nikogo takiego. Hm, może to dla tego, że nie mam znajomych. Ale Styles też ich nie ma więc jesteśmy kwita. No dobra, jeszcze jest Niall, ale on się nie liczy. W końcu nie wszyscy przyjaciele celują do siebie lufą pistoletu.
 Zdarzały się też dobre chwile. Cholerka, aż wstyd się do tego przyznać, ale to prawda! A jaki jest mądry! Te jego opowieści o zwierzętach... I co z tego, że nie ich nie zapamiętałam? Ale właściwie... jeśli teraz o tym myślę to znaczy, że jednak coś zapadło w moją pamięć. Ha, punkt dla Chanel!
 Zaskakiwał mnie, i to nie raz. Myślałam, że przywozi tu swoje młode ofiary, gwałci je, a potem zabija i chowa w jakiś swoim "kąciku trofeum", a on w tym czasie beztrosko brzdąkał sobie na gitarze. Czy to normalne? Otóż nie, to nie normalne, ale już chyba zdążyłam przywyknąć, że tutaj dzieją się rzeczy, które nie śniły się największym uczonym tej Ziemi.
 Podejrzewam, że zawsze miał wyznaczone sobie jakieś cele, do których zawzięcie dążył. Nie wiem jaki ma teraz wyznaczony, ale być może niedługo się dowiem?
 Czy to źle, że był ze mną wtedy, gdy było mi źle? Gdy śniło mi się coś złego albo znów miałam go serdecznie dość i potrzebowałam się poważnie napić? Czy to wszystko naprawdę jest aż takie złe? Wydaje się, że nie, ale już sama w to wątpię.
 Może czasem był dziwny...

Dziwny? Kobieto, to przecież wariat!

No dobra czasem bywa nad wyraz inny. Ale inność też ma swoje dobre strony, nieprawdaż? A to, że lubił towarzystwo skał czy różnego typu kamieni, to przecież nic nadzwyczajnego... Czy tylko ja tak uważam?!

Tak, Chanel, tylko ty.

Mi już totalnie odbija! Chyba słońce niezbyt dobrze działa na mój mózg. O ile go mam...
 A tak nawiasem mówiąc to jest całkiem dobry... w tym... no wiecie... Chociaż nie mam jak tego porównać, to jednak uważam, że mój pierwszy raz był całkiem... hm, no ten... dobry. Był wyjątkowy. Właśnie tak to sobie obmyślił. Żeby wszystko wyszło idealnie. W sumie to... udało mu się.


 Było wczesne popołudnie. Przystanęłam aby poobserwować jak wiatr kołysze pojedyncze liście tutejszych roślin. Oglądanie ich pochłonęło mnie do tego stopnia, że od wiatru hulającego w tę i tamtą sama zakołysałam się stojąc na równych nogach. Poczułam się jak jedna z tych uschniętych roślinek korzeniami wbitymi w suchą pozbawioną wody ziemię. Dzięki temu wiedziałam wszystko co dzieje się dookoła. Słyszałam, czułam i widziałam wszystko co działo się bezpośrednio obok mnie.
 Gdzieś w oddali przepełznął gad. Zadrżałam na samo wspomnienie o łuskowatych zwierzętach.
 Poczułam wibracje obok mnie, ziemia się zatrzęsła. Nagle obudziłam się z transu, w którym poczułam się jak część tego pustynnego świata i obróciłam się aby spojrzeć w dal.
 Ujrzałam Harrego, który zmierzał w moją stronę. Nie spuściłam z niego wzroku nawet na chwilę.
  -Chanel...-zaczął.

 -Już jest okej.-przerwałam zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Posłałam mu motywujący uśmiech.-Nie masz się czego obawiać.
 Chłopak objął moją rękę i splótł nasze palce. Miał takie ciepłe dłonie... znowu!
 -Popatrz!-wykrzyknął prędko. Wskazał na dwa przemieszczające się punkciki. Wzruszyłam ramionami.-Są zaciekawione nami. Jeśli będziemy wykonywali spokojne ruchy na pewno tu przyjdą!-powiedział entuzjastycznie.
Ale kto? Ludzie?
 Spojrzałam na niego krzywym wzrokiem. Chłopak poruszył bezdźwięcznie ustami. Z tego co udało mi się wyczytać (choć nie jestem w tym najlepsza) z ruchu jego warg, zrozumiałam: "Kangury".
 Co to, to nie! Po moim trupie!
Próbowałam jakoś bezszelestnie się wyrwać, ale gdy tylko podejmowałam się tego chłopak coraz mocniej zaciskał rękę na mojej dłoni.
 -Nie rozumiesz, że boję się tych zwierząt? One... one na pewno mi coś zrobią. Zabiją mnie albo jeszcze gorzej...-wyjąkałam.
 Chłopak spojrzał na mnie z czułością.
 -Zaufaj mi, proszę... A obiecuję, że cię nie zawiodę.-uśmiechnął się zerkając na moje oczy i pocieszając mnie swoim uśmiechem.
 Harry miał rację, zwierzęta zainteresowały się nami. Były coraz bliżej nas, a ja zaczęłam odczuwać ich tupotanie o ziemię,

 Zamknęłam na chwilę oczy z obawą przed tymi wielkimi bestiami, a gdy je otworzyłam ich czarne ślepia wlepiały się we mnie z zaciekawieniem.
 Cicho pisnęłam. Byłam przerażona.
Zauważyłam jak brunet zbliża rękę do zwierzęcia, a chwilę potem głaszcze je po czuprynie. Uśmiechnął się do mnie lekko i delikatnie złapał moją drobną dłoń i spróbował wyciągnąć ją w stronę kangura. Wielkie stworzenie obwąchało mnie i podeszło jeszcze bliżej nas.
 -Możesz go pogłaskać.-powiedział wyciszonym głosem kierując moją rękę do niebezpieczeństwa.
 -Nie rób tego!-wrzasnęłam.
Zwierze przestraszyło się moim gwałtownym odruchem. Próbowało uciekać, ale nie miało jak, gdyż ja i Harry osaczaliśmy go. Nie mając innego wyjścia kangur wyskoczył w moją stronę popychając mnie z całą siłą na ziemię. Upadłam, głową uderzając o skałę. Zabolało.
 Dotknęłam tył głowy ręką i spojrzałam na nią. Krew...
 To wszystko działo się tak szybko. Poczułam jak robi mi się słabo, a cały świat wiruje. Przed moimi oczyma zapanowała ciemność. Wydawało się jakby wszystkie moje zmysły przestały działać, a ja sama powoli odpływała z tego świata.
 Poczułam jak ktoś bierze mnie na ramiona, a potem układa na fotelu. Chyba byłam w samochodzie.
 -Błagam, Chanel, nie rób tego! Nie zasypiaj. Nie rób mi tego!Nie zamykaj oczu. Proszę, zostań!

 Nie mogłam tego zrobić.

 Przepraszam, Harry.
____________________________
Hmm, uważam, że ten rozdział wyszedł mi całkiem dobrze :)))) Na samym początku trochę powspominałam wszystkie rozdziały.  To jak myślicie, Chanel przeżyje czy umrze?
Komentujcie, komentujcie! Chcę znać wasza opinię.


6 komentarzy

  1. Mam nadzieję, że przeżyje..co ja piszę ona musi przeżyć!! Jeju, uwielbiam to opowiadanie*.* Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. E-P-I-C-K-I-E!!!!!!!! KOCHAM! Nexta, please!---ANGELA

    OdpowiedzUsuń
  3. Ona musi przeżyć !
    Świetny rozdział,czekam na następny.
    Weny ! :)
    I zapraszam do mnie
    http://liampaynejade1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam to opowiadanie! Nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ubóstwiam nad życie ten fan fiction i kocham Ciebie :D życzę weny kotku <3

    OdpowiedzUsuń
  6. A to nie dobry kangur! :D Oby nic poważnego się nie stało Chanel ;< Czekam na nexta :)
    Do zobaczenia i buziaki xx

    OdpowiedzUsuń